Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dracon Malfoy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dracon Malfoy. Pokaż wszystkie posty

— poniedziałek, 15 września 2014 —

Szczęście.


// 1 września, w pociągu do Hogwartu... \\

Siedziała w pociągu z przyjaciółmi, cieszyli się życiem, rozmawiali co jakiś czas śmiejąc się radośnie. Przekomarzali się, wygłupiali. Byli szczęśliwi...
- A wtedy Umbridge...
Nastąpił kolejny wybuch śmiechu i już po chwili wspominali te zabawne chwile kiedy ropucha doprowadzała ich do śmiechu.
- A to jak Fred i George uciekli jej sprzed nosa...
- To było coś...
W ten sposób minęła im cała podróż. Świetnie się bawili w swoim towarzystwie. Kiedy w końcu dojechali na miejsce w pośpiechu narzucili szaty i wybiegli z pociągu. Postanowili ,że co dzień będą cieszyć się życiem i rozmawiać tak jak tego dnia. Tej nocy cała czwórka zasnęła z uśmiechami na ustach.

// 2 września, śniadanie w Wielkiej Sali \\

Cała czwórka weszła do Wielkiej Sali uśmiechnięta od ucha do ucha. Byli tak cholernie szczęśliwi.

  Ciuszki Miony [te pierwsze] i Ginny [te drugie]


 Cała Wielka Sala patrzyła na nich. Wszyscy byli zdziwieni ich niesamowitym szczęściem, którego nie zniszczyła wojna. A przecież na wojnie giną ludzie. Dlaczego więc oni cały czas żyją pełnią życia? Co spowodowało taką radość? Czwórka przyjaciół usiadła przy stole Domu Lwa cały czas rozmawiając. Nie zwracali uwagi na zdumione spojrzenia rzucane w ich kierunku. Chcieli żyć tak jak by jutra miało nie być. Żyli tak, żeby nie żałować kolejnego końca dnia i żeby nie myśleć ,że czas im ucieka, a życie przecieka przez palce. Chcieli być szczęśliwi po kres swoich dni i umrzeć śmiejąc się z przeciwnika, z uśmiechem na ustach pożegnać się ze światem. I tak też robili. Zjedli śniadanie po czym wyszli z Wielkiej Sali. Mieli wolne. Postanowili pójść na błonia. Usiedli pod "swoim drzewem" i rozmawiali wymieniając jakieś śmieszne uwagi. Ich świetnego humoru nie popsuli nawet uczniowie domu węża, którzy postanowili także cieszyć się życiem.
- Możemy? - dopiero ten głos spowodował, że czwórka przyjaciół odwróciła się w kierunku nowo przybyłych
- Jasne, Astoria. Siadaj - Ginny uśmiechnęła się przyjaźnie do Ślizgonki
- Na serio? - zdziwił się  Nott
- Oczywiście - powiedział Potter wskazując mu miejsce obok siebie - Siadaj Teo.
- Chodź tutaj, Pans - powiedziała radośnie Granger, a Pansy usiadła obok niej
- Blaise, Draco! Nie stójcie jak kołki! - zawołał Ron - Siadajcie!
Od tego dnia nie istniała Złota Trójca Gryffindoru. Nie było podziału na: Ślizgonów i Gryfonów. Nie było dokuczania sobie nawzajem, a Harry, Hermiona, Ron i Ginny byli częstymi gośćmi w Salonie Ślizgonów jak i w dormitorium Malfoy'a. Jednak szok wszystkich wywołało dopiero to co stało się następnego dnia...

// 3 września, przed Wielką Salą \\

Drzwi do Wielkiej Sali otworzyły się, a do środka weszła czwórka Gryfonów wraz z piątką Ślizgonów.  Gryfoni usiedli przy stole Domu Węża rozmawiając radośnie ze Ślizgonami, wybuchając śmiechem po prostu ciesząc się życiem.
- Eee... Panno Granger,Panno Weasley, Panie Potter, Panie Weasley, Panie Malfoy, Panie Zabini, Panno Greengrass, Panno Parkinson, Panie Nott proszę mi wytłumaczyć...yyy... dlaczego...
- Przyjaźń, profesorze Snape - odpowiedział Harry
- Przyjaźń? Po prostu przyjaźń? - zdziwił się Snape
- Tak, profesorze. Po prostu przyjaźń. - powiedział Draco zgadzając się z Gryfonem

Od tego dnia czwórka Gryfonów i piątka Ślizgonów była nierozłączna. Nigdy się nie smucili. Cieszyli się życiem, przeżywając każdy dzień podwójnie. Nie było dnia kiedy z ich strony nie rozbrzmiewałby śmiech, a oni nie wstawali z uśmiechem na ustach. Byli szczęśliwi.

// 5 lat później...\\

I nawet gdy ukończyli Szkołę Magii pozostali przyjaciółmi. Nawet w dorosłym życiu cały czas się śmieli i cieszyli z życia. Co dzień wstawali śmiejąc się radośnie. Ze śmiechem witając kolejny dzień. Powymieniali się numerami telefonów i nie byłoby dnia kiedy by się nie spotkali. To'' przypadkiem'' wpadli na siebie w sklepie robiąc zakupy. To umówili się na sylwestra. Nawet w pracy wpadali na siebie kilkakrotnie w ciągu dnia. Pracowali przecież w jednym magicznym miejscu. Tam gdzie zrodziła się ich przyjaźń...




[Co sądzicie o takiej miniaturce? Ja muszę przyznać, że jest to moja ulubiona. aut.]

— poniedziałek, 16 czerwca 2014 —

,,Dyrektor,, cz. 2

 Prosze bardzo, przed wami... DŁUGO WYCZEKIWANA MINIATURKA...
 _______________________
Następnego dnia...
- Hermiona, prosimy
- Nie, Harry nie ma mowy!
- Ale dlaczego?
- Tłuczki, Ron ja się musze uczyć ,a nie spędzać czas w skrzydle szpitalnym - odpowiedziała Granger
- Miona, błagam zgódź się - Potterowi jeszcze nigdy na niczym tak nie zależało jak tylko na tym ,żeby w meczu wzięła udział jego przyjaciółka
- Fred i George są nie zawodni
- Ufam Twoim braciom Ron nie ufam Malfoyowi. Fretka będzie chciał mnie zrzucić z miotły - wyjaśniła widząc pytające spojrzenia przyjaciół
- I tylko w tym tkwi problem? - Ginny szybko wkroczyła do akcji porozumiewawczo patrząc na przyjaciółkę
- Herm, ćwiczyłaś już wiele ponad to co sam umiem - mruknął wybraniec
- Co?!
- Czy widziałaś mnie kiedykolwiek używającego ,,Balisty''?
- No nie...
- A to dlatego ,że....
- Nieważne, Harry! - krzyknęła Ginny - Hermiona, grasz czy nie?
- O Merlinie  Gryffindor chyba będzie mnie nosił na rękach - mruknęła  Granger- Gram - dodała cicho
- Niedosłyszałam
- Gram!
- I takie podejście mi się podoba -  powiedziała rudowłosa - Harry?
- Coo? Yhm.. yy.. tak Hermiono zagrasz na pozycji szukającej
- CO?! A Ty?!
- Miona uspokuj się ja będę ścigającym. Przebierz się tutaj ,bo nie zdąrzysz na mecz. Ja z Ginny i Ronem kupimy Ci czas. - powiedział podając jej szatę, ochraniacze i miotłę - Polecisz na mojej. Podtuningowałem ją trochę - i wyszli tak poprostu.
Brązowowłosa z westchnieniem nałożyła szatę i ochraniacze, różdżkę przymocowała do paska,a prawą dłoń zacisnęła na trzonku miotły.
- Gryffindorze życz mi powodzenia, Ravenclaw nie pozwól mi spaść, Hufflepuff dopomóż innym graczom z mojego domu ,a ty Slytherinie trzymaj Malfoya krótko ,żeby mnie nie zrzucił z miotły i obdarz nową szukającą gryfonów sprytem godnym ślizgona - wyrecytowała poczym wybiegła z zamku i razem z drużyną  wyszła na boisko. Już po chwili truchtem wybiegła na boisko i uderzył w nią głos Lee Jordana:
- Zmiana w składzie Gryffindoru! Na pozycji ścigającego wyjątkowo zagra... Harry Potter?! - na trybunach rozległy się szepty ,a Jordan mówił dalej - ,ale kto jest szukającym? O Merlinie to nikt inny jak... Hermiona Granger!!!  O Godryku to Ci dopiero, nie wiedziałem ,że ona umie latać! A teraz przejdźmy do podłych ślizgońskich...
- Jordan!
- Przepraszam profesor McGonagall...
Dalej nikt nie słuchał przedstawienia ,,podłych ślizgońskich węży''. Hermiona z duszą na ramieniu przełożyła nogę przez miotłe i wzbiła sie w powietrze wraz z drużyną Gryffindoru. Kapitanowie uścisnęli ,albo raczej próbowali połamać sobie ręce po czym dołączyli do zawodników swojego domu. Panna Granger szybowała nad boiskiem wypatrując złotego znicza, zaś Malfoy umyślnie siedział jej na ogonie.
- Odpuść fretko - syknęła w jego stronę
- Nigdy,  Granger - odpowiedział z uśmiechem - uspokój się idiotko
Malfoy się roześmiał, a ona spojrzała w jego stronę z miną jakby wątpiła w jego zdrowie psychiczne.
No, bo w końcu kiedy Dracon Malfoy mówi do niej spokojnie, roześmiany? Odpowiedź jest prosta, Nigdy.
- Granger, po Twojej lewej, znicz - szepnął po czym sam machał ręką w powietrzu jakby chciał go złapać.
Brązowowłosa gryfonka wysunęła rękę i złapała znicz po czym chciała wylądować jednak przeszkodził jej blondyn:
- Granger, chce czegoś spróbować. Trzymaj się miotły będę próbował Cię zrzucić - szepnął po czym śmignął na nią w ten sposób ,że gdyby jej nie powiadomił już dawno szybowałaby w stronę murawy
- Malfoy, o co ci chodzi?
- O ciebie, Granger. Chodzi o ciebie - odpowiedział tylko po czym ponownie przypuścił atak tym razem kopiąc jej miotłę
- Malfoy, ty pieprzona fretko zostaw mnie! - krzyknęła z udawaną złością na tyle głośno ,że wszyscy ją usłyszeli
- Nigdy, Granger! - warknął blondyn ,który jak widać był świetnym aktorem, gdyż po chwili najzwyczajniej w świecie zepchnął ją z miotły ,a ona zamiast uderzyć w ziemię delikatnie, spowolniona zaklęciem opadła na trawę.
- Ślizgoni,Krukoni,Puchoni,Gryfoni idźcie do dormitoriów - polecił dyretor ,a gdy nikt go nie posłuchał warknął - Natychmiast, do jasnej cholery! - Uczniowie rozpierzchli się w popłochu
- Lucju...
- Zamilcz, Minervo!
- To moja uczennica Malfoy!
- A mój syn zrzucił ją z miotły! Profesor McGonagall, proszę udać się do swojego gabinetu. Teraz!
- A...
- Czy sądzi Pani, że coś zrobię tej małej tylko dlatego ,że jest z Gryffindoru?! Czystość krwi nie ma dla mnie najmniejszego, cholernego znaczenia! Zrozumiała pani? Profesor McGonagall?!
Opiekunka Gryffindoru wraz z innymi nauczycielami udała się do zamku
- Draconie! - warknął Malfoy ponownie
- Tak?
- Minus 200 punktów od Slytherinu! I szlaban z Minervą McGonagall za beszczelność przez resztę roku idioto!
- Jaką....
- MINUS 50 PUNKTÓW OD SLYTHERINU, GÓWNIARZU! A TERAZ SZORUJ DO DORMITORIUM I ŻADNEGO WYJŚCIA DO HOGSMEAD W CIĄGU TEGO CHOLERNEGO ROKU! - krzyknął Lucjusz Malfoy po czym zaklęciem wyczarował nosze, na których umieścił gryfonkę
-Dyrektorze to nie jest konieczne - zaprotestowała zdziwiona Hermiona
- Zamilcz Granger. To jest konieczne - dodał spokojnie gdy znaleźli się przed Skrzydłem Szpitalnym-Pomfrey!
- O co chodzi?
- Mój przygłupi syn zrzucił tą małą z miotły - wyjaśnił Lucjusz ,a słowa ,,tą małą'' wypowiedział z troską po czym zostawił pielęgniarkę wraz z gryfonką.
Pomfrey wykonała parę ruchów różdżką nad Hermioną po czym orzekła:
- Nic Ci nie jest. Ale zostaniesz conajmniej dwa tygodnie w łóżku ,bo dyrektor urwie mi głowę - pielęgniarka zachichotała
- Dlaczego... - zaczęła Hermiona ,co Poppy zbyła pokręceniem głowy i udała się  do gabinetu.
O co na boga chodziło Malfoyowi? I co miał na myśli fretka gdy mówił ,że chce czegoś spróbować?, myślała dopóki nie nadszedł sen.

Granger obudziła się i pomyślała ,że nadal śni. Na stoliku obok leżał bukiet róż.
- Pani Pomfrey! - zawołała - Co to za róże? Od kogo one są?
- Od dyrektora, tylko proszę nie mów mu. Zostawił Ci coś jeszcze - pielęgniarka podała jej kartkę i wyszła ,a gryfonka wiedziona ciekawością zaczęła czytać:
Droga Hermiono!
Jak się czujesz? Żywię nadzieję ,że zareagowałem w porę.
Dracon został ukarany, czekam na Twoje wyjście ze Skrzydła Szpitalnego,
wtedy ten kretyn opuści Hogwart.
Coś takiego nie może zostać puszczone płazem.
Jeśli czujesz się na siłach powiadom proszę profesor McGonagall,
bo cały czas mnie dręczy ,że ,,coś Ci zrobiłem''.
Twoi przyjaciele w postaci całego Gryffindoru niestety podzielają  jej zdanie,
zmuszony więc byłem ukryć się w gabinecie. 
L.M
P.s Mam nadzieję ,że podobają Ci się kwiaty

Gryfonka ledwie skończyła czytać ,a do jej gabinetu wpadł Dracon.
- Uff, Granger mój tatuś się zakochał. W TOBIE - dodał
- Nie...
- Dał Ci róże. A pozatem chce wywalić mnie z Hogwartu za zrzucenie Cię z miotły...
Ledwie Młody Malfoy skończył mówić ,a gryfonka wysoczyła z łóżka i popędziła do gabinetu Lucjusza
- Malfoy Ty mnie kochasz! - zarzuciła mu
- MINUS 50... a to Ty Granger...
- A co się stało z ,,Droga Hermiono''? LUCJUSZU?
- O co Ci chodzi?
- O To ,że Cię kocham!
- Ty mnie kochasz?
- Gratuluje spostrzegawczości, Panie Malfoy - powiedziała i pocałowała go
- Skąd...
- Podziękuj synowi kretynie, a nie go wyrzucasz! To dzięki niemu...
- Dobrze podziękuje - odpowiedział
__________________________
Następnie był ślub i urodzenie się już pietnatoletniej Janet Kate Malfoy.
__________________________
Może będzie miniaturka o Janet...

— sobota, 15 marca 2014 —

Stłuczone lustro ideałów...

[MUSIC] <----||30 Seconds to Mars - Hurricane||
____________________________________________________________________
- To koniec. Wybacz, proszę. Żegnaj Hermiono - Dracon szepnął do ucha śpiącej Hermiony.
- Co?! - brązowooka siedziała na łóżku patrząc się zdezorientowanym wzrokiem na blondyna
- Znudziłaś mi się Granger - warknął wściekły blondyn - Zaczynam nowe życie bez ciebie i tej budy. - dodał wychodząc z jej pokoju. 
Panna Granger wybiegła za Malfoyem ,ale on zamykał już kufer. 
- Nara ,Granger - powiedział wynosząc się z jej pokoju ,ale nie z serca.
- Silencio! - wykrzyknęła poczym usiadła na kanapie.
 Nie próbowała nawet wycierać łez.
- A obiecałeś ,że mnie nie zostawisz - wyszeptała - Obiecałeś ,że mnie nie zranisz. Malfoy Ty pieprzona fretko! Stłukłeś moje lustro ideałów. - szeptała z frustracją patrząc na drzwi ,za którymi zniknął Dracon
- A..accio... pergamin - powiedziała pomiędzy łzami.
Napisała list do profesor McGonagall ,że nie jest w stanie przyjść na lekcje przez co najmniej dwa dni. 
Po czym podała list Krzywołapowi ,aby ten zaniósł go do opiekunki Gryffindoru. Kot zniknął za drzwiami tak jak uprzednio zrobił to Malfoy. Hermiona ponownie zaniosła się łzami. Jakieś 15 minut później wrócił Krzywołap z odpowiedzią. Brązowowłosa drżącymi rękoma wyjęła list z koperty i odczytała:
Droga Panno Granger!
Oczywiście zwolnię Panią z lekcji. Proszę jednak ,aby wytłumaczyła mi Pani powód tej nieobecności. Jeśli czegoś Pani potrzebuje ,proszę dać mi znać. Mam tylko nadzieję ,że to nie przez Pana Malfoya nie może Pani uczestniczyć w zajęciach.
Z poważaniem 
Ponownie przywołała pergamin aby napisać odpowiedź:
Szanowna Pani Profesor!
Powodem mojej nieobecności na zajęciach jest złamane serce, co skutkowałoby brakiem skupienia na zajęciach. Uprzejmie proszę o rzucenie zaklęcia Colloportus Maxima na mój pokój. Z góry dziękuje.
                                                     Hermiona Granger
Ponownie dała list kotu ,a on ponownie zniknął za drzwiami. Ponownie czekała na odpowiedź. Ponownie drżącymi rękoma wyjęła list z koperty. 
Droga Panno Granger!
Zaklęcie zostało rzucone. Proszę przyjść do mojego gabinetu.
                                                         Z poważaniem
Hermiona otarła łzy poczym ruszyła do gabinetu opiekunki Gryffindoru. Z duszą na ramieniu zapukała do gabinetu profesorki transmutacji.
- Wejść - usłyszała naciskając klamkę - Proszę siadać Panno Granger
Gdy brązowooka usiadła McGonagall przywołała talerz z ciastkami i kawę.
- Proszę mi opowiedzieć co się stało - powiedziała opiekunka domu lwa
- Oo..on mnie zostawił...powiedział ,że mu się znudziłam..,że zaczyna nowe życie beze...beze mnie - wyjąkała Hermiona 
- Kto tak powiedział Panno Gran...
- MM...Malfoy... Dracon...Malfoy - przerwała kobiecie Hermiona
- W takim razie muszę powiedzieć ,że Pan Malfoy jest ślepym kretynem, który nie zauważa pięknych i mądrych kobiet - powiedziała McGonagall - A więc tak: Niech przyjdzie pani na zajęcia ,kiedy będzie pani mogła, Panno Granger.
- Dobrze... Pani..P..profesor - wyjąkała gryfonka
- Panno Granger, mogę panią zapytać po co prosiła mnie pani o rzucenie Colloportus Maxima?
- J..ja nie chciałam...żeby...Harry...Ron...albo...Ginny...
- Nie rozumiem Panno Granger - przerwała jej McGonagall - Nie chce pani widzieć przyjaciół Dlaczego?
- O...oni nie wiedzieli ,że ja i ...Malfoy...
- Oh - opiekunkę Gryffindoru zamurowało - Hmm... w takim razie poproszę napisać na kartce osoby ,których ma nie obejmować Colloportus Maxima - dodała kobieta podając zapłakanej Gryfonce chusteczkę, pergamin i pióro.
Hermiona otarła łzy, poczym zaczęła pisać. Podała McGonagall pergamin:
Minerva McGonagall
Hermiona Jane Granger
- Panno Granger, czy to ostateczna decyzja? - zapytała McGonagall
- Tak 
- Weź sobie ciasteczko - powiedziała psorka ,Hermiona posłusznie wzięła ciastko - Dobrze, w takim razie muszę poprosić nauczycieli o spisywanie prac domowych i zakresu lekcji na kartce. Idź już Panno Granger. Panno Granger, pani nie obowiązuje cisza nocna! - dodała Minerva gdy brązowooka była przy drzwiach. 
Hermiona skinęła tylko głową. Wyszła z gabinetu McGonagall. ,,Pan Malfoy jest ślepym kretynem''. To jedno zdanie z wypowiedzi nauczycielki Transmutacji cały czas wracało do Hermiony. 
- Jesteś kretynem Malfoy - wyszeptała poczym przyśpieszyła kroku.
Była 7.30 rano gdy wróciła do pokoju jaki zajmowała z prefektem Slytherinu. Prefektem Slytherinu.
Po chwili do pokoju wparował kot. Patronus opiekunki Gryffindoru. Podszedł do niej poczym przemówił głosem McGonagall: Panno Granger w związku z opuszczeniem stanowiska prefekta naczelnego Slytherinu musimy wybrać nowego. Obecnie jednak nie ma ucznia domu Slytherina ,który zasługiwał by na to miano. Wraz z dyrektorem uzgodniłam ,że obejmie pani stanowisko Prefekta Slytherinu i pozostanie pani prefektem Gryffindoru. Jeśli oczywiście się pani zgodzi. W związku z Pani stanem zostaje pani zwolniona z obowiązków prefektów, ale jeśli będzie pani w stanie niech przyjdzie pani do gabinetu profesora Snape'a. Tymczasowi prefekci naczelni to: Gryffindoru: pan Potter i Slytherinu: Pani Parkinson. 
Patronus rozpłynął i po chwili Hermiona została w pokoju sama. złapała za zdjęcia: Malfoy i ona na błoniach. Malfoy i ona ,a na tle Zakazany Las, Ona, Harry i Ron na trzecim roku na tle zakazanego lasu, ona z Malfoyem podczas lekcji opieki nad magicznymi stworzeniami ,aż w końcu jej ulubione: Ze spotkań GD, oni i ich patronusy. 
Uśmiechnęła się ,ale po chwili ten uśmiech zbladł. Poszła do łazienki wykąpała się poczym ubrała zielony top, jeansy i ulubioną różową bluzę.  
- Dlaczego mi tak na tobie zależy, fretko? - zapytała w pustkę ,ale nie otrzymała odpowiedzi
Smutna Hermiona padła na kanapę, by po chwili z niej wstać. ,,Pan Malfoy jest ślepym kretynem'' to zdanie cały czas chodziło jej po głowie.
- Jesteś kretynem, moja fretko. Obiecałeś ,że mnie nie zranisz, że nie zostawisz, że Ci się nie znudzę, że mnie nie porzucisz - szeptała z frustracją. Spojrzała na zegar. Była lekcja transmutacji. Gryffindoru ze Slytherinem. Hermiona podeszła do kufra gdzie trzymała zdjęcie: Ona i Malfoy obejmujący ją ramieniem, a po chwili obydwoje roześmiani celują w siebie różdżkami. 
- Moja fretko - szepnęła w kierunku zdjęcia.  - Dlaczego mi to zrobiłeś? 
Zebrała w sobie odwagę, poszła w kierunku sypialni Prefekta Slytherinu. Łóżko nie pościelone jak zawsze, w pokoju dało się wyczuć zapach Malfoya. Hermiona podeszła do szafki. Otworzyła szufladę...była pusta, naprawdę pusta. A ona już miała nadzieję ,że Malfoy zostawił jej list, cokolwiek. Ale pomyliła się, pomyliła tak samo jak w przypadku Dracona. Usiadła na jego łóżku. 
Wspomnienia wróciły. Siedziała na tym łóżku, w tym samym miejscu. Jedyną różnicę stanowiło to ,że wtedy  blondyn obejmował ją ramieniem. Teraz została sama. Po jej policzkach popłynęły łzy. 
Łzy prawdziwej miłości. Gdyby pewien blondyn widział te łzy natychmiast by zawrócił. Ale tych łez nie widział nikt. Dziewczyna nie otarła ich. Wstała, wyszła z pokoju nie zamykając drzwi. Pobiegła do sali eliksirów. Do opiekuna domu Slytherina. Do Severusa Snape'a. Nie pukała po prostu zamaszystym ruchem otworzyła drzwi i weszła do klasy. Podeszła do mężczyzny. Z jej ruchów emanowała pewność siebie, a Ślizgoni piątego roku zastanawiali się czy ta dziewczyna nie jest córką Snape'a. Ale nie była. Dziewczyną tą była Hermiona Granger prymuska Gryffindoru. I Snape na pewno nie był jej ojcem.
- Co ty tu...
- Może mi pan podać hasło do pokoju wspólnego Slytherinu? - przerwała mu gryfonka
- Z jakiego powodu? - zapytał ,a gryfonka spojrzała mu prosto w oczy
- Muszę się zobaczyć z Zabinim - odpowiedziała gryfonka
- Po co chce się Pani, panno Granger zobaczyć z Panem Zabinim?
- Z powodu ucznia Slytherinu i przyjaciela Zabiniego - odpowiedziała
- Czy...
- Tak mówię o Malfoy'u! - warknęła zirytowana
- Koniec lekcji!!! - wykrzyknął Snape do uczniów - chodź - powiedział do Hermiony
- Dzięki Granger - szepnął jakiś nieznany z nazwiska ślizgon
- Nie ma sprawy - odszepnęła
- Panno Granger czy może się pani pośpieszyć? - zapytał Snape.
Dopiero teraz brązowooka gryfonka zorientowała się ,że mistrz eliksirów czeka na nią na końcu korytarza. Snape prowadził ją korytarzem. Następnie schodami w dół. Znów korytarzem. Zakręt. Prosto. Ślepy zaułek. 
- Czysta krew! - powiedział do ściany, w której ku zdumieniu gryfonki pojawiło się przejście. - Oto pokój Wspólny Slytherinu - gestem zaprosił gryfonkę do środka.
- Zabini! - wydarła się Hermiona gdy tylko mistrz eliksirów znalazł się poza zasięgiem słuchu - Zabini ty skrzacie jeden chodź tu natychmiast!!!
- Czego? - zapytał czarnoskóry przyjaciel Malfoy'a 
- Chodzi o Draco...
- Konkrety Granger
- On mnie zostawił...
- Konkretnie o co Ci chodzi kobieto!
- Co się zmieniło między mną ,a nim? Dlaczego mnie zostawił? Dlaczego wyjechał?
- Granger, on tego nie chciał. Każdy ze śmierciożerców, zostanie zesłany do Azkabanu jeżeli nie znajdą się dowody o jego niewinności, coś co będzie świadczyło o tym ,że jest po stronie dobra. 
- Ale Draco...On szpiegował dla Zakonu! Tak jak jego ojciec!
- Ale ministerstwo nie wie o organizacji zwanej Zakonem Feniksa
- Czyli, on uciekł? A jeśli wróci...
-...ześlą go do azkabanu - uzupełnił Zabini
Następny moment Blaise Zabini zapamiętał na resztę życia. Brązowooka załkała poczym przylgnęła do niego, a on zaczął ją uspokajać. Głaskał ją po włosach, przytulał, jednym słowem robił wszystko ,żeby była dziewczyna jego najlepszego przyjaciela przestała płakać. A jeszcze miesiąc temu myślał o niej jako o szlamie. A jeśli wczoraj ktoś by mu powiedział ,że będzie głaskał i pocieszał Granger wysłałby go do Munga.
- Zabini... gdzie on teraz jest? - zapytała 
- Nie wiem, Granger. Gdziekolwiek może być - odpowiedział
Dziewczyna wybiegła z Pokoju Wspólnego Slytherinu. Spotkanie z Zabinim nic jej nie dało. Pobiegła na błonia. Wdrapała się na drzewo. Usiadła na gałęzi i siedziała wspominając chwile spędzone przy Draconie. Ich pierwszy pocałunek. Dzień ,w którym zgodziła się zostać jego dziewczyną. Dzień kiedy postanowili ,że nic ich nie poróżni. Dzień ,w którym...
- O boże! 
Gryfonka znów biegła. Tym razem korytarzem prowadzącym do Pokoju Wspólnego Slytherinu. 
- Czysta Krew! - wysapała ,a w następnej chwili stała pośrodku salonu Ślizgonów
- Zabini!!! - wydarła się dziewczyna
- Kobieto znowu ty? - jęknął czarnoskóry
- Chcesz odzyskać kumpla? 
- Granger, on...
- Pójdę do Ministerstwa. Pokaże im wspomnienia. Pokaże im co zrobił Draco. Pokaże im ,że on szpiegował Voldemorta. Udowodnię ,że jest nie winny. 
- Jesteś pewna? To gorsze niż obliviate. Użyją leglimencji. 
- Nie obchodzi mnie co zrobią. Zrobię wszystko ,żeby tylko odzyskać fretkę. 
- Granger...Dziękuje. 
- Za co?
- Za to co robisz dla mojego przyjaciela. Za to ,że jesteś gotowa poświęcić swoje wspomnienia. Dziękuje. Mogę Ci w czymś pomóc?
- Tak. 
- W czym? Mów natychmiast szczotuś. W czym pomóc szczoteczko?
- Pójdziesz tam ze mną. Pokażesz swoje wspomnienia. Pokażesz im, moment gdy Draco zdradził Voldemorta. - powiedziała ,,Szczoteczka'' 
- Kiedy?
- Teraz.
- Ale...
- Nie ma żadnego  ,,ale''. Chodź mi tu natychmiast!
- Tak jest Szczotko! - Zabini zasalutował śmiejącej się Hermionie 
- Chodź Zabini, nie ma czasu - powiedziała ciągnąc czarnoskórego w stronę gabinetu McGonagall
- Panno Granger! Co się stało? 
- Musimy się dostać do Ministerstwa. Natychmiast. 
- Ale..
- To bardzo ważne! Musimy się tam dostać jak najszybciej. Gdybym mogła zrobiłabym to sama ,ale Zabini jest mi potrzebny.
- Ale...
 To sprawa dożywocia w Azkabanie dla niewinnego człowieka!!! - Tym razem Hermiona nie wytrzymała
- Dobrze - rzekła McGonagall - I nie wracajcie bez niego. 
Hermiona wciągnęła Blaise'a w płomienie. Wylądowali w hallu Ministerstwa.
Po chwili obydwoje byli w gabinecie samego Ministra.
- Panie Ministrze. Mamy dowody uniewinniające Dracona Lucjusza Malfoya. - powiedziała Hermiona
- Wspomnienia? - zapytał ,a gdy ślizgon i gryfonka potwierdzili przemówił - Dobrze. Usiądźcie. To może zaboleć. Najpierw Pan. Leglliments!
Voldemort wypalający znak Draconowi. Blondyn ratujący mugoli z wioski zaatakowanej przez Śmierciożerców. II Bitwa o Hogwart... Dracon, Zabini i Snape biegnący ramię w ramię... Snape zabijający Dumbledore'a... Dracon, Snape i Zabini walczący razem po stronie Zakonu...
- Dobrze - mruknął Minister uwalniając Blaise'a spod działania zaklęcia. - Teraz pani. Leglliments!
Ona i Malfoy nad jeziorem... Malfoy mówiący jej o zmianie stron... II bitwa o Hogwart... 
- Dobrze... teraz pozostaje znaleźć tego Waszego przyjaciela - powiedział Arctus Patil z uśmiechem - Niniejszym ogłaszam uniewinnienie Dracona Lucjusza Malfoya, syna Lucjusza Abraxasa Malfoya i Narcyzy Black!!! - głos Patila rozległ się po całym ministerstwie ,a Zabini i Granger opuścili ministerstwo w ciszy. Znaleźli się na błoniach Hogwartu
- Teraz pozostaje nam go znaleźć - szepnęła Hermiona - Gdzie jesteś moja fretko?
- Gdzie jesteś Smoku? - wyszeptał Zabini patrząc w pustkę
Nagła odpowiedź była tak oczywista ,że aż wstrząsnęła Ślizgonem. 
- Mam szczoteczko! - wykrzyknął uradowany przytulając ,,szczotkę'' - Twoja fretka siedzi w Malfoy Manor!!!
Po chwili oboje biegli ramię w ramię niesieni chęcią odzyskania przyjaciela. W tym samym momencie obrócili głowy ku sobie. Hermiona się uśmiechnęła ,a Zabini odwzajemnił uśmiech. Przyśpieszyli. 
Hermiona zdecydowanym ruchem otworzyła drzwi do gabinetu opiekuna Sytherinu. 
- Profesorze! Może pan wysłać nas do Malfoy Manor?  - wykrzyczała równocześnie z Zabinim 
- Draco? - zapytał
- Tak. - Ślizgon i Gryfonka potwierdzili 
- Nie wracajcie bez niego - Snape powtórzył słowa McGonagall chodź nawet nie był tego świadomy
Wskoczyli w płomienia jednocześnie. Po chwili wyszli z kominka w dworze Malfoyów.
- Co tu robicie? - zapytała Narcyza Malfoy
- Przyszliśmy po Draco - odpowiedział Zabini
- Już nic mu nie grozi - uspokoiła kobietę Hermiona 
- Idźcie - powiedziała - I dziękuje Wam.
- Nie ,,Wam''. Jej powinna pani dziękować. - powiedział ślizgon
- Dziękuje, za to co zrobiłaś dla Draco.
- Zrobiłabym wszystko ,żeby tylko odzyskać fretkę - powiedziała Granger
- fretkę? - Narcyza nie kryła zdziwienia,a Hermiona opowiedziała jej o incydencie z Moody'm  - Idź więc i odzyskaj swoją fretkę.
- Dziękuje - powiedziała Hermiona.
Kobieta poprowadziła ją i Zabiniego na koniec korytarza, poczym odeszła. Hermiona nie pukając weszła do pokoju wraz z czarnoskórym ślizgonem.
- Wyjdź! - usłyszeli zimny głos dobiegający z wnętrza pomieszczenia
- Nie tak się wita przyjaciół - powiedziała Hermiona
- Chodź tu natychmiast smoku! Zanim twoja waleczna gryfonka zawlecze nas do Hogwartu za rękaw.
Malfoy pojawił się w kręgu światła.
- Miona...
- Zabini wszystko mi powiedział poszliśmy do Ministerstwa pokazaliśmy wspomnienia więc jesteś uniewinniony - powiedziała 
- Cholerna papla - Draco ze zrezygnowaniem pokręcił głową 
- Ja ci dam paple! Ratowałem Wasz związek ,a ty mi tu ,że jestem paplą! - Zabini udał oburzonego
- Tragiczne... - mruknęła Hermiona
- Smoku... wiesz co się działo...
- ...piąty rok Slytherinu myślał ,że jestem córką Snape'a...
- ...mieliśmy pogawędkę z czcigodną opiekunką Gryffindoru...
- ...McGonagall powiedziała ,że mamy nie wracać bez Ciebie...
- ...Granger wydarła się na McGonagall....
-.... Snape powtórzył jej słowa ,,Nie wracajcie bez niego''...
- Dobra, dobra! STOP! - krzyknął Draco podchodząc do Gryfonki.
- Ty cholerna fretko! - wykrzyknęła ,,szczoteczka'' 
- Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina - powiedział Draco - Zadowolona?
- Zadowolona będę jeśli wrócisz do Hogwartu - odpowiedziała brązowooka całując ,,swoją fretkę''
Trzy postacie pożegnały się z Panią Malfoy, poczym wylądowały w gabinecie Severusa Snape'a.
- 100 punktów dla Gryffindoru i kolejne 100 dla Slytherinu! - tymi słowami powitał ich Snape - za odwagę Panny Granger i Pana Zabiniego!.
- Dziękujemy! - odpowiedzieli chórem wyżej wymienieni
Od tego dnia cały Hogwart wiedział ,że Hermiona Granger chodzi z Draconem Malfoyem 

— czwartek, 6 lutego 2014 —

Dramione

 - Miona - zaczął Malfoy junior - trzeba powiedzieć moim rodzicom, o nas. - dodał
 - To nie będzie łatwe - mruknęła brązowooka siadając na kolana ukochanemu
 - Szczególnie ojciec - powiedział - on ma swoje priorytety
 - Draco, mam pomysł... - uradowana opowiedziała mu plan
 - Mionka, jesteś genialna - powiedział całując narzeczoną
                                    ~*~
 {W Malfoy Manor, tydzień później...}
- Draco przysłał nam wspomnienie - powiedziała Narcyza do męża
- Zapewne dokuczał gryfonom - powiedział Lucjusz
- Zobaczymy - jego żona nie była tak pewna
Narcyza jednym ruchem wlała zawartość fiolki do myślodsiewni
                                    ~*~
{Wspomnienie...}
Pięknie przystrojona sala...
- Czy tak wygląda sala gdzie jadają posiłki? - mruknął Lucjusz
Ich pierworodny - Dracon przy... ołtarzu...
- To chyba nie dokuczanie gryfonom - Narcyza parsknęła śmiechem
- Nar, to nie jest zabawne.
Słychać marsz weselny...
Pan Granger prowadzi Hermione do ołtarza...
- Granger?!
- Lu, uspokój się - zganiła go żona
Słychać słowa przysięgi małżeńskiej:
- Czy ty Draconie bierzesz sobie tę kobietę za żonę i ślubujesz jej miłość,wierność...
- Tak
- Czy ty Hermiono bierzesz sobie tego mężczyznę za męża i ślubujesz mu miłość...
- Tak
- Ogłaszam Was mężem i żoną. Draconie możesz pocałować pannę młodą - powiedział Dumbledore
                                    ~*~
{Koniec wspomnienia}
- Nar, ja go zabije!
- Lucjusz, uspokój się, on ją kocha
- Ale ona jest szla...
- Czarownicą mugolskiego pochodzenia - przerwała mu żona
- Nar,...
- Zamknij się! Oni się kochają - warknęła powracając do czytania książki o Eliksirach
- Nie, idziesz ze mną? - zapytał
- Lu, chyba nie idziesz do Hogwartu - powiedziała Pani Malfoy
- Oczywiście ,że idę do Hogwartu - powiedział
                                    ~*~
{w Hogwarcie...}
- Miona, oni wiedzą...moi rodzice - powiedział Dracon
- Oj, Smoku nie dramatyzuj - wtrącił się Blaise Zabini - Nie będzie aż tak źle
- Masz racje Diable, będzie gorzej - stwierdził ponuro Malfoy junior
- Draco, wiedziałeś co się stanie - powiedziała Hermiona
- Draconie Lucjuszu Malfoy! - rozległ się zimny, ociekający jadem głos - Jak mogłeś nie zaprosić nas na ślub?! Wytłumacz się!
- Sądziłem ,że nie udzielisz zgody na ślub mój i Hermiony - odpowiedział Dracon
- W takim razie źle myślałeś - powiedziała Narcyza - jestem rozczarowana.
- Hermiono - Lucjusz westchnął poczym wyciągnął ręke do Hermiony - witam w rodzinie
- Cieszę się ,że zaakceptował pan wybór Draco - odpowiedziała brązowooka
- Z taką żoną, inaczej się nie dało - odpowiedział Malfoy Senior ze śmiechem
- Draco, przepraszam ,że masz takiego ojca, niestety reklamacji przy ślubie nie dali - odpowiedziała była Blackówna - Jest mi niezmiernie przykro
- Narcyza! - krzyknął oburzony Lucjusz, na co jego żona zareagowała śmiechem
                                    ~*~
{2 lata później (zjazd absolwentów...)}
- Cieszę się, że nareszcie zobaczymy Hermione - mówiła Ginny - Ciekawe za kogo wyszła
- Masz rację Gin, szkoda ,że byliśmy na wycieczce za konkurs na najlepszą parę na balu - westchnął Harry
- Z listu wiem ,że ma syna - powiedziała Ginny
- Naprawdę? - zdziwił się Ron
Rozmowę trójki przyjaciół przerwało wejście Hermiony.
- Cześć - powiedziała - Co tam u Was?
- Po staremu - odpowiedziała Ginny pokazując obrączkę
- Kto? - zapytała Hermiona bezgłośnie na co rudowłosa wskazała Potter'a
- Gratuluje! - wykrzyknęła Granger (teraz Malfoy) rzucając się przyjaciółce na szyję
- Dzięki Mionka - powiedziała Pani Potter w momencie gdy Hermiona pomachała do Zabiniego
- Gdzie jest twój mąż? - zapytał Ron - i czemu machasz Zabiniemu?
- Znamy go? - zapytał Harry
- Zaraz przyjdzie i tak Harry, znacie go - odpowiedziała - Przyjaźnie się z Blaise'm - dodała
- Mama! - wykrzyknął blond włosy chłopiec biegnąc do Hermiony - tata powiedział ,że pójdziemy polatać na miotłach.
- Jeśli tata tak powiedział to pójdziecie po kolacji - powiedziała sadzając synka na kolanach
- Mionaa powiedz za kogo wyszłaś - zażądała Ginny
- Idzie tutaj - odpowiedziała brązowooka
- Ale tu idzie Malfoy - powiedział zdezorientowany Harry
- Wyszłaś za Malfoy'a?! - Zapytał Ron
- Tak! - odpowiedzieli równocześnie Hermiona i Draco


— sobota, 1 lutego 2014 —

Zakład

- Zabini! Popieprzyło Cię! - 4 stoły zwróciły głowy w kierunku drzwi do Wielkiej Sali w których kłócił się Dracon z Blaise'm.
- Uspokój się smoku, tchórzysz? - zapytał czarnoskóry kierując się do stołu Domu Lwa.
- Diable, ja cię kiedyś zabiję - obiecał blondyn siadając obok przyjaciela, przy stole Gryffindoru. 
- A spełnisz tą obietnice - droczył się Blaise
- Malfoy! Zabini! Co wy robicie?! - wrzeszczał Ron
- Siedzimy, łasico. - odpowiedział niewzruszony Dracon
- Od kiedy to Wielki Pan Malfoy zasiada przy stole Gryfonów? - warknął Weasley 
- Od dzisiaj - mruknął Zabini w obronie przyjaciela, na co Hermiona i Ginny zareagowały śmiechem.
- Jaka ta Granger ładna - pomyślał Dracon 
- Gryffindor traci 50 punktów za krzyki pana Weasley'a! - warknął Snape 
- świetnie - mruknął Ron oblewając się rumieńcem.
Dla Hermiony śniadanie upłynęło w miłej atmosferze, śmiała się i żartowała wraz z Blaise'm i Draco, plotkowała z Pansy ,która po chwili się do nich przysiadła. Ślizgoni okazali się być całkiem fajni. 
Pansy była miłą dziewczyną, Zabini okazał się zabawnym kawalerem, a Draco... on był troskliwy i...fajny. 
                                           ~*~
Malfoy od miesiąca spotykał się z Hermioną. Brązowooka stała sie całym światem arystokraty. Dziewczyna była całym jego sercem.
                                           ~*~ 
Malfoy podszedł do dziewczyny. Ukląkł.
- Malfoy co ty odpierdalasz? - zapytała gryfonka
- Zamilcz, Granger! - odpowiedział - Hermiono Jane Granger, czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie? 
- Tak! - wykrzyknęła rzucając mu się na szyję, co było skutkiem przewrócenia się roześmianego blondyna.
- Herm, co ty wyprawiasz?! - wykrzyknął Ron
- Wychodzę za chłopaka ,którego kocham - wyjaśniła gryfonka całując narzeczonego.
 Zarówno nauczyciele jak i uczniowie nie zdążyli ochłonąć ,bo po chwili byli świadkami kolejnego momentu który zapamiętają na całe życie.
Zabini ukląkł przed Ginny. 
- Ginewro Molly Weasley czy zostaniesz moją żoną? - zapytał czarnoskóry
- Moja odpowiedź brzmi TAK! - krzyknęła aby po chwili brunet leżał obok Malfoy'a.
- Ginny! Co ty robisz?! Hermiona to rozumiem, ona od zawsze jest dziwna, ale ty?! - warknął Ron aby po chwili zostać wyrzuconym z Wielkiej Sali przez Dracona, Blaise'a i Hermione.
- No to mamy podwójne zaręczyny - rozległ się głos Dumbledore'a 
                                                 ~*~
Hermiona Granger stała przed ołtarzem, składając przysięgę przed mężczyzną ,którego pokochała.
- Hermiono Granger, czy bierzesz sobie tego oto mężczyzne za męża i ślubujesz mu miłość...
- Tak! - powiedziała panna młoda
- Draconie Malfoy czy bierzesz sobie tę oto kobietę za żonę i ślubujesz jej miłość...
- Tak - powiedział Pan młody
- Ogłaszam Was mężem i żoną. - powiedział Dumbledore - Draconie, możesz pocałować Pannę młodą.
Draco z radością wpił sie w usta żony.
Ceremonia odbyła się w obecności przyjaciół,rodziny i nauczycieli. Zaproszona została nawet Astoria - niedoszła pani Malfoy... . 
Następnie odbył się ślub Ginny i Blaise'a... 
                                             ~*~
I tak oto szkolna-panna-ja-wiem-to-wszystko została żoną mężczyzny ,którego pokochała i matką córeczki - tatusia ,a zarazem księżniczki Blaise'a Zabiniego... 
 - Hermiono
 - Tak?
 - Co mogę kupić Blaise'owi? 
 - A dlaczego chcesz mu coś kupować?
 - Bo.. pamiętasz dzień kiedy wraz z nim przysiadłem się do stołu gryfonów?
 - Pamiętam, o co ci chodzi Draco? 
 - to był zakład... 
 - Hmm...może nową miotłę? - zaproponowała ze śmiechem
 - Dobry pomysł
 - Smoku...
 - Hmm...
 - Co kupić Ginny?
 - Nie wiem ,a co?
 - No bo to ona mnie namówiła ,żebym została twoją dziewczyną...
 - Ginewro Molly Zabini, niech Cię Salazar błogosławi! - wykrzyknął składając pokłony przed zdjęciem Ginny i Blaise'a.