Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ginny Weasley. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ginny Weasley. Pokaż wszystkie posty

— poniedziałek, 15 września 2014 —

Szczęście.


// 1 września, w pociągu do Hogwartu... \\

Siedziała w pociągu z przyjaciółmi, cieszyli się życiem, rozmawiali co jakiś czas śmiejąc się radośnie. Przekomarzali się, wygłupiali. Byli szczęśliwi...
- A wtedy Umbridge...
Nastąpił kolejny wybuch śmiechu i już po chwili wspominali te zabawne chwile kiedy ropucha doprowadzała ich do śmiechu.
- A to jak Fred i George uciekli jej sprzed nosa...
- To było coś...
W ten sposób minęła im cała podróż. Świetnie się bawili w swoim towarzystwie. Kiedy w końcu dojechali na miejsce w pośpiechu narzucili szaty i wybiegli z pociągu. Postanowili ,że co dzień będą cieszyć się życiem i rozmawiać tak jak tego dnia. Tej nocy cała czwórka zasnęła z uśmiechami na ustach.

// 2 września, śniadanie w Wielkiej Sali \\

Cała czwórka weszła do Wielkiej Sali uśmiechnięta od ucha do ucha. Byli tak cholernie szczęśliwi.

  Ciuszki Miony [te pierwsze] i Ginny [te drugie]


 Cała Wielka Sala patrzyła na nich. Wszyscy byli zdziwieni ich niesamowitym szczęściem, którego nie zniszczyła wojna. A przecież na wojnie giną ludzie. Dlaczego więc oni cały czas żyją pełnią życia? Co spowodowało taką radość? Czwórka przyjaciół usiadła przy stole Domu Lwa cały czas rozmawiając. Nie zwracali uwagi na zdumione spojrzenia rzucane w ich kierunku. Chcieli żyć tak jak by jutra miało nie być. Żyli tak, żeby nie żałować kolejnego końca dnia i żeby nie myśleć ,że czas im ucieka, a życie przecieka przez palce. Chcieli być szczęśliwi po kres swoich dni i umrzeć śmiejąc się z przeciwnika, z uśmiechem na ustach pożegnać się ze światem. I tak też robili. Zjedli śniadanie po czym wyszli z Wielkiej Sali. Mieli wolne. Postanowili pójść na błonia. Usiedli pod "swoim drzewem" i rozmawiali wymieniając jakieś śmieszne uwagi. Ich świetnego humoru nie popsuli nawet uczniowie domu węża, którzy postanowili także cieszyć się życiem.
- Możemy? - dopiero ten głos spowodował, że czwórka przyjaciół odwróciła się w kierunku nowo przybyłych
- Jasne, Astoria. Siadaj - Ginny uśmiechnęła się przyjaźnie do Ślizgonki
- Na serio? - zdziwił się  Nott
- Oczywiście - powiedział Potter wskazując mu miejsce obok siebie - Siadaj Teo.
- Chodź tutaj, Pans - powiedziała radośnie Granger, a Pansy usiadła obok niej
- Blaise, Draco! Nie stójcie jak kołki! - zawołał Ron - Siadajcie!
Od tego dnia nie istniała Złota Trójca Gryffindoru. Nie było podziału na: Ślizgonów i Gryfonów. Nie było dokuczania sobie nawzajem, a Harry, Hermiona, Ron i Ginny byli częstymi gośćmi w Salonie Ślizgonów jak i w dormitorium Malfoy'a. Jednak szok wszystkich wywołało dopiero to co stało się następnego dnia...

// 3 września, przed Wielką Salą \\

Drzwi do Wielkiej Sali otworzyły się, a do środka weszła czwórka Gryfonów wraz z piątką Ślizgonów.  Gryfoni usiedli przy stole Domu Węża rozmawiając radośnie ze Ślizgonami, wybuchając śmiechem po prostu ciesząc się życiem.
- Eee... Panno Granger,Panno Weasley, Panie Potter, Panie Weasley, Panie Malfoy, Panie Zabini, Panno Greengrass, Panno Parkinson, Panie Nott proszę mi wytłumaczyć...yyy... dlaczego...
- Przyjaźń, profesorze Snape - odpowiedział Harry
- Przyjaźń? Po prostu przyjaźń? - zdziwił się Snape
- Tak, profesorze. Po prostu przyjaźń. - powiedział Draco zgadzając się z Gryfonem

Od tego dnia czwórka Gryfonów i piątka Ślizgonów była nierozłączna. Nigdy się nie smucili. Cieszyli się życiem, przeżywając każdy dzień podwójnie. Nie było dnia kiedy z ich strony nie rozbrzmiewałby śmiech, a oni nie wstawali z uśmiechem na ustach. Byli szczęśliwi.

// 5 lat później...\\

I nawet gdy ukończyli Szkołę Magii pozostali przyjaciółmi. Nawet w dorosłym życiu cały czas się śmieli i cieszyli z życia. Co dzień wstawali śmiejąc się radośnie. Ze śmiechem witając kolejny dzień. Powymieniali się numerami telefonów i nie byłoby dnia kiedy by się nie spotkali. To'' przypadkiem'' wpadli na siebie w sklepie robiąc zakupy. To umówili się na sylwestra. Nawet w pracy wpadali na siebie kilkakrotnie w ciągu dnia. Pracowali przecież w jednym magicznym miejscu. Tam gdzie zrodziła się ich przyjaźń...




[Co sądzicie o takiej miniaturce? Ja muszę przyznać, że jest to moja ulubiona. aut.]

— poniedziałek, 16 czerwca 2014 —

,,Dyrektor,, cz. 2

 Prosze bardzo, przed wami... DŁUGO WYCZEKIWANA MINIATURKA...
 _______________________
Następnego dnia...
- Hermiona, prosimy
- Nie, Harry nie ma mowy!
- Ale dlaczego?
- Tłuczki, Ron ja się musze uczyć ,a nie spędzać czas w skrzydle szpitalnym - odpowiedziała Granger
- Miona, błagam zgódź się - Potterowi jeszcze nigdy na niczym tak nie zależało jak tylko na tym ,żeby w meczu wzięła udział jego przyjaciółka
- Fred i George są nie zawodni
- Ufam Twoim braciom Ron nie ufam Malfoyowi. Fretka będzie chciał mnie zrzucić z miotły - wyjaśniła widząc pytające spojrzenia przyjaciół
- I tylko w tym tkwi problem? - Ginny szybko wkroczyła do akcji porozumiewawczo patrząc na przyjaciółkę
- Herm, ćwiczyłaś już wiele ponad to co sam umiem - mruknął wybraniec
- Co?!
- Czy widziałaś mnie kiedykolwiek używającego ,,Balisty''?
- No nie...
- A to dlatego ,że....
- Nieważne, Harry! - krzyknęła Ginny - Hermiona, grasz czy nie?
- O Merlinie  Gryffindor chyba będzie mnie nosił na rękach - mruknęła  Granger- Gram - dodała cicho
- Niedosłyszałam
- Gram!
- I takie podejście mi się podoba -  powiedziała rudowłosa - Harry?
- Coo? Yhm.. yy.. tak Hermiono zagrasz na pozycji szukającej
- CO?! A Ty?!
- Miona uspokuj się ja będę ścigającym. Przebierz się tutaj ,bo nie zdąrzysz na mecz. Ja z Ginny i Ronem kupimy Ci czas. - powiedział podając jej szatę, ochraniacze i miotłę - Polecisz na mojej. Podtuningowałem ją trochę - i wyszli tak poprostu.
Brązowowłosa z westchnieniem nałożyła szatę i ochraniacze, różdżkę przymocowała do paska,a prawą dłoń zacisnęła na trzonku miotły.
- Gryffindorze życz mi powodzenia, Ravenclaw nie pozwól mi spaść, Hufflepuff dopomóż innym graczom z mojego domu ,a ty Slytherinie trzymaj Malfoya krótko ,żeby mnie nie zrzucił z miotły i obdarz nową szukającą gryfonów sprytem godnym ślizgona - wyrecytowała poczym wybiegła z zamku i razem z drużyną  wyszła na boisko. Już po chwili truchtem wybiegła na boisko i uderzył w nią głos Lee Jordana:
- Zmiana w składzie Gryffindoru! Na pozycji ścigającego wyjątkowo zagra... Harry Potter?! - na trybunach rozległy się szepty ,a Jordan mówił dalej - ,ale kto jest szukającym? O Merlinie to nikt inny jak... Hermiona Granger!!!  O Godryku to Ci dopiero, nie wiedziałem ,że ona umie latać! A teraz przejdźmy do podłych ślizgońskich...
- Jordan!
- Przepraszam profesor McGonagall...
Dalej nikt nie słuchał przedstawienia ,,podłych ślizgońskich węży''. Hermiona z duszą na ramieniu przełożyła nogę przez miotłe i wzbiła sie w powietrze wraz z drużyną Gryffindoru. Kapitanowie uścisnęli ,albo raczej próbowali połamać sobie ręce po czym dołączyli do zawodników swojego domu. Panna Granger szybowała nad boiskiem wypatrując złotego znicza, zaś Malfoy umyślnie siedział jej na ogonie.
- Odpuść fretko - syknęła w jego stronę
- Nigdy,  Granger - odpowiedział z uśmiechem - uspokój się idiotko
Malfoy się roześmiał, a ona spojrzała w jego stronę z miną jakby wątpiła w jego zdrowie psychiczne.
No, bo w końcu kiedy Dracon Malfoy mówi do niej spokojnie, roześmiany? Odpowiedź jest prosta, Nigdy.
- Granger, po Twojej lewej, znicz - szepnął po czym sam machał ręką w powietrzu jakby chciał go złapać.
Brązowowłosa gryfonka wysunęła rękę i złapała znicz po czym chciała wylądować jednak przeszkodził jej blondyn:
- Granger, chce czegoś spróbować. Trzymaj się miotły będę próbował Cię zrzucić - szepnął po czym śmignął na nią w ten sposób ,że gdyby jej nie powiadomił już dawno szybowałaby w stronę murawy
- Malfoy, o co ci chodzi?
- O ciebie, Granger. Chodzi o ciebie - odpowiedział tylko po czym ponownie przypuścił atak tym razem kopiąc jej miotłę
- Malfoy, ty pieprzona fretko zostaw mnie! - krzyknęła z udawaną złością na tyle głośno ,że wszyscy ją usłyszeli
- Nigdy, Granger! - warknął blondyn ,który jak widać był świetnym aktorem, gdyż po chwili najzwyczajniej w świecie zepchnął ją z miotły ,a ona zamiast uderzyć w ziemię delikatnie, spowolniona zaklęciem opadła na trawę.
- Ślizgoni,Krukoni,Puchoni,Gryfoni idźcie do dormitoriów - polecił dyretor ,a gdy nikt go nie posłuchał warknął - Natychmiast, do jasnej cholery! - Uczniowie rozpierzchli się w popłochu
- Lucju...
- Zamilcz, Minervo!
- To moja uczennica Malfoy!
- A mój syn zrzucił ją z miotły! Profesor McGonagall, proszę udać się do swojego gabinetu. Teraz!
- A...
- Czy sądzi Pani, że coś zrobię tej małej tylko dlatego ,że jest z Gryffindoru?! Czystość krwi nie ma dla mnie najmniejszego, cholernego znaczenia! Zrozumiała pani? Profesor McGonagall?!
Opiekunka Gryffindoru wraz z innymi nauczycielami udała się do zamku
- Draconie! - warknął Malfoy ponownie
- Tak?
- Minus 200 punktów od Slytherinu! I szlaban z Minervą McGonagall za beszczelność przez resztę roku idioto!
- Jaką....
- MINUS 50 PUNKTÓW OD SLYTHERINU, GÓWNIARZU! A TERAZ SZORUJ DO DORMITORIUM I ŻADNEGO WYJŚCIA DO HOGSMEAD W CIĄGU TEGO CHOLERNEGO ROKU! - krzyknął Lucjusz Malfoy po czym zaklęciem wyczarował nosze, na których umieścił gryfonkę
-Dyrektorze to nie jest konieczne - zaprotestowała zdziwiona Hermiona
- Zamilcz Granger. To jest konieczne - dodał spokojnie gdy znaleźli się przed Skrzydłem Szpitalnym-Pomfrey!
- O co chodzi?
- Mój przygłupi syn zrzucił tą małą z miotły - wyjaśnił Lucjusz ,a słowa ,,tą małą'' wypowiedział z troską po czym zostawił pielęgniarkę wraz z gryfonką.
Pomfrey wykonała parę ruchów różdżką nad Hermioną po czym orzekła:
- Nic Ci nie jest. Ale zostaniesz conajmniej dwa tygodnie w łóżku ,bo dyrektor urwie mi głowę - pielęgniarka zachichotała
- Dlaczego... - zaczęła Hermiona ,co Poppy zbyła pokręceniem głowy i udała się  do gabinetu.
O co na boga chodziło Malfoyowi? I co miał na myśli fretka gdy mówił ,że chce czegoś spróbować?, myślała dopóki nie nadszedł sen.

Granger obudziła się i pomyślała ,że nadal śni. Na stoliku obok leżał bukiet róż.
- Pani Pomfrey! - zawołała - Co to za róże? Od kogo one są?
- Od dyrektora, tylko proszę nie mów mu. Zostawił Ci coś jeszcze - pielęgniarka podała jej kartkę i wyszła ,a gryfonka wiedziona ciekawością zaczęła czytać:
Droga Hermiono!
Jak się czujesz? Żywię nadzieję ,że zareagowałem w porę.
Dracon został ukarany, czekam na Twoje wyjście ze Skrzydła Szpitalnego,
wtedy ten kretyn opuści Hogwart.
Coś takiego nie może zostać puszczone płazem.
Jeśli czujesz się na siłach powiadom proszę profesor McGonagall,
bo cały czas mnie dręczy ,że ,,coś Ci zrobiłem''.
Twoi przyjaciele w postaci całego Gryffindoru niestety podzielają  jej zdanie,
zmuszony więc byłem ukryć się w gabinecie. 
L.M
P.s Mam nadzieję ,że podobają Ci się kwiaty

Gryfonka ledwie skończyła czytać ,a do jej gabinetu wpadł Dracon.
- Uff, Granger mój tatuś się zakochał. W TOBIE - dodał
- Nie...
- Dał Ci róże. A pozatem chce wywalić mnie z Hogwartu za zrzucenie Cię z miotły...
Ledwie Młody Malfoy skończył mówić ,a gryfonka wysoczyła z łóżka i popędziła do gabinetu Lucjusza
- Malfoy Ty mnie kochasz! - zarzuciła mu
- MINUS 50... a to Ty Granger...
- A co się stało z ,,Droga Hermiono''? LUCJUSZU?
- O co Ci chodzi?
- O To ,że Cię kocham!
- Ty mnie kochasz?
- Gratuluje spostrzegawczości, Panie Malfoy - powiedziała i pocałowała go
- Skąd...
- Podziękuj synowi kretynie, a nie go wyrzucasz! To dzięki niemu...
- Dobrze podziękuje - odpowiedział
__________________________
Następnie był ślub i urodzenie się już pietnatoletniej Janet Kate Malfoy.
__________________________
Może będzie miniaturka o Janet...