Siedziała w pociągu z przyjaciółmi, cieszyli się życiem, rozmawiali co jakiś czas śmiejąc się radośnie. Przekomarzali się, wygłupiali. Byli szczęśliwi...
- A wtedy Umbridge...
Nastąpił kolejny wybuch śmiechu i już po chwili wspominali te zabawne chwile kiedy ropucha doprowadzała ich do śmiechu.
- A to jak Fred i George uciekli jej sprzed nosa...
- To było coś...
W ten sposób minęła im cała podróż. Świetnie się bawili w swoim towarzystwie. Kiedy w końcu dojechali na miejsce w pośpiechu narzucili szaty i wybiegli z pociągu. Postanowili ,że co dzień będą cieszyć się życiem i rozmawiać tak jak tego dnia. Tej nocy cała czwórka zasnęła z uśmiechami na ustach.
// 2 września, śniadanie w Wielkiej Sali \\
Cała czwórka weszła do Wielkiej Sali uśmiechnięta od ucha do ucha. Byli tak cholernie szczęśliwi.
Ciuszki Miony [te pierwsze] i Ginny [te drugie]
Cała Wielka Sala patrzyła na nich. Wszyscy byli zdziwieni ich niesamowitym szczęściem, którego nie zniszczyła wojna. A przecież na wojnie giną ludzie. Dlaczego więc oni cały czas żyją pełnią życia? Co spowodowało taką radość? Czwórka przyjaciół usiadła przy stole Domu Lwa cały czas rozmawiając. Nie zwracali uwagi na zdumione spojrzenia rzucane w ich kierunku. Chcieli żyć tak jak by jutra miało nie być. Żyli tak, żeby nie żałować kolejnego końca dnia i żeby nie myśleć ,że czas im ucieka, a życie przecieka przez palce. Chcieli być szczęśliwi po kres swoich dni i umrzeć śmiejąc się z przeciwnika, z uśmiechem na ustach pożegnać się ze światem. I tak też robili. Zjedli śniadanie po czym wyszli z Wielkiej Sali. Mieli wolne. Postanowili pójść na błonia. Usiedli pod "swoim drzewem" i rozmawiali wymieniając jakieś śmieszne uwagi. Ich świetnego humoru nie popsuli nawet uczniowie domu węża, którzy postanowili także cieszyć się życiem.
- Możemy? - dopiero ten głos spowodował, że czwórka przyjaciół odwróciła się w kierunku nowo przybyłych
- Jasne, Astoria. Siadaj - Ginny uśmiechnęła się przyjaźnie do Ślizgonki
- Na serio? - zdziwił się Nott
- Oczywiście - powiedział Potter wskazując mu miejsce obok siebie - Siadaj Teo.
- Chodź tutaj, Pans - powiedziała radośnie Granger, a Pansy usiadła obok niej
- Blaise, Draco! Nie stójcie jak kołki! - zawołał Ron - Siadajcie!
Od tego dnia nie istniała Złota Trójca Gryffindoru. Nie było podziału na: Ślizgonów i Gryfonów. Nie było dokuczania sobie nawzajem, a Harry, Hermiona, Ron i Ginny byli częstymi gośćmi w Salonie Ślizgonów jak i w dormitorium Malfoy'a. Jednak szok wszystkich wywołało dopiero to co stało się następnego dnia...
// 3 września, przed Wielką Salą \\
Drzwi do Wielkiej Sali otworzyły się, a do środka weszła czwórka Gryfonów wraz z piątką Ślizgonów. Gryfoni usiedli przy stole Domu Węża rozmawiając radośnie ze Ślizgonami, wybuchając śmiechem po prostu ciesząc się życiem.
- Eee... Panno Granger,Panno Weasley, Panie Potter, Panie Weasley, Panie Malfoy, Panie Zabini, Panno Greengrass, Panno Parkinson, Panie Nott proszę mi wytłumaczyć...yyy... dlaczego...
- Przyjaźń, profesorze Snape - odpowiedział Harry
- Przyjaźń? Po prostu przyjaźń? - zdziwił się Snape
- Tak, profesorze. Po prostu przyjaźń. - powiedział Draco zgadzając się z Gryfonem
Od tego dnia czwórka Gryfonów i piątka Ślizgonów była nierozłączna. Nigdy się nie smucili. Cieszyli się życiem, przeżywając każdy dzień podwójnie. Nie było dnia kiedy z ich strony nie rozbrzmiewałby śmiech, a oni nie wstawali z uśmiechem na ustach. Byli szczęśliwi.
// 5 lat później...\\
I nawet gdy ukończyli Szkołę Magii pozostali przyjaciółmi. Nawet w dorosłym życiu cały czas się śmieli i cieszyli z życia. Co dzień wstawali śmiejąc się radośnie. Ze śmiechem witając kolejny dzień. Powymieniali się numerami telefonów i nie byłoby dnia kiedy by się nie spotkali. To'' przypadkiem'' wpadli na siebie w sklepie robiąc zakupy. To umówili się na sylwestra. Nawet w pracy wpadali na siebie kilkakrotnie w ciągu dnia. Pracowali przecież w jednym magicznym miejscu. Tam gdzie zrodziła się ich przyjaźń...
[Co sądzicie o takiej miniaturce? Ja muszę przyznać, że jest to moja ulubiona. aut.]
Gryfońska Panna Ja Wiem To Wszystko Granger rozpakowywała właśnie prezenty na urodziny. Od Harry'ego dostała perfumy, od Ron'a książkę pt. ,,Jak zdobyć mężczyznę swojego życia,,. Uśmiechnęła się. Pomimo zerwania z rudowłosym nadal pozostali przyjaciółmi. Od Pani Weasley tort, od Tonks i Remusa... eliksir?! Zobaczyła na etykietę: Tygodniowa zmiana wyglądu. Spojrzała na list od wilkołaka. Bla, bla, bla... Jest! ,, Tygodniowa zmiana wyglądu to pomysł Tonks, da Ci on tygodniowe umiejętności metamorfomagii''. O boże! Od Hagrida tort... Od mamy pieniądze... Od Fleur sukienkę... Fred i George przysłali jej paczkę ze swojego sklepu i drugie pudełko z Miodowego Królestwa... Został tylko jeden prezent od Ginny. Książka? Nie było tytułu, to dziwne. Złapała list od rudowłosej. Droga Hermiono! To książka, albo raczej dziennik. W paczce ode mnie masz pióra feniksa, spróbuj nimi coś napisać. Mam nadzieję ,że prezent Ci się spodoba. Ginny P.s ukaże obraz najbliższy sercu O Merlinie! Przecież to najdroższy prezent na świecie! Rudowłosa podarowała jej księgę wartą miliony, najprawdopodobniej w ogóle o tym nie wiedząc. Hermiona zrobiła wszystko jak nakazała Weasleyówna. Jej oczom ukazał się... Severus Snape?! Co to ma być? No cóż; Takich ksiąg jak ta ,którą właśnie trzyma na kolanach są tylko trzy... Jedna jest jej; Są to księgi nie omylne, nie można ich omamić, ani zaczarować. Nie działają na nie żadne zaklęcia. Postanowiła po prostu to zignorować. Poszła na lekcje... pożal się Boże... eliksiry. Na dodatek podwójne ze Slytherinem. Weszła do sali. Zaraz po niej wszedł mistrz eliksirów. Czy to jakieś przeklęte fatum? Usiadła na stałym miejscu przy pierwszym pożal się boże stoliku obok Harry'ego. - Uwarzycie eliksir Euforii, składniki na tablicy - Hermiona dopiero teraz dostrzegła emanującą od nauczyciela pewność siebie, precyzyjne ruchy i drapieżność ,którą przecież miał od zawsze. Brązowowłosa dodała 4 Figi Abisyńskie, osiem kropli soku z cytryny , Pancerzyki chitynowe, zamieszała pięć razy w prawą stronę i dwa w przeciwną po czym dodała odrobinę mięty ,aby zlikwidować efekty uboczne eliksiru. Zamieszała osiem razy w lewą stronę i eliksir był gotowy. Miał kolor niebieskawy, zapach przypominający zapach kobiecych perfum, a nad nim unosiły się wirujące sprężynki.
- Spróbuje Waszego eliksiru, ale ostrzegam niech tylko się zachłysnę to PRZYPADKIEM wypijecie sok z trucizną... GRANGER! Ty pierwsza! Eliksir na ocenę! - warknął Snape
- Fatum, fatum, cholerne fatum - mruczała pod nosem gdy nauczyciel podchodził do niej.
- Nie Granger, to nie fatum to eliksiry - warknął Snape próbując jej eliksiru - 200 punktów dla Gryffindoru, Granger, Wybitny i kolejne 50 dla Gryffindoru za dodanie mięty - I nagle wszyscy uczniowie zamarli niemal przerażeni ,bo... Snape się... UŚMIECHNĄŁ! On naprawdę się uśmiechnął!
- O Merlinie - wyszeptała Hermiona - Księga miała racje... Hermiono tylko się nie zakochaj...
- Koniec lekcji - powiedział.... nie wywarczał tylko POWIEDZIAŁ Snape
Wszyscy wyszli z klasy i poszli na obiad do Wielkiej Sali. Severus usiadł na stałym miejscu nadal w skowronkach. Wszyscy uczniowie nie mogli nic przełknąć ze zdziwienia. Nauczyciele również nie tknęli jedzenia, a Snape nadal uśmiechał się znad talerza.
Mało tego przekonał Dumbledore'a ,że uczniowie ciężko pracują i powinni mieć wolne. Na co Dumbledore się zgodził pod warunkiem ,że Snape wyjdzie na błonia razem z uczniami. Ku kolejnemu zdziwieniu innych nauczyciel uczynił to z ochotą. Był Piątek, więc uczniom nie pozostało nic innego jak tylko pójść na błonia.
No może nie wszystkim uczniom. Bowiem Hermiona Jane Granger zaszyła się w pustym dormitorium wraz z księgą nie omylną, eliksirem od Tonks, książką od Rona i własnymi myślami. Oglądała obrazek w księdze pod każdym możliwym kątem ,ale to nadal był SNAPE! Przeczytała książkę od Rona trzy razy i postanowiła: Severus Snape będzie jej!
Hermiona poszła na błonia.
- GINNY!!! - po chwili przybiegła rudowłosa
- O co chodzi?
- O Snape'a
- Chcesz mu dolewać do herbaty eliksiru Euforii?
- Nie.
- Ehh... szkoda, nie jesteś tak przewidywalna jak chłopacy - mruknęła ze zrezygnowaniem Ginewra
- Zakochałam się - wyznała Granger
- Co? W kim?!
- W Snapie - powiedziała Hermiona
Już po chwili gryfonki siedziały w dormitorium brązowowłosej.
- Przyda Ci się TO - Ginny rzuciła w Hermionę sukienką od Fleur - TO i TO - wskazała na perfumy oraz książkę od Rona - Oh i jeszcze TO! - dodała po chwili
- Niee, Ginny żadnego makijażu, błagam - jęknęła starsza gryfonka
- Chcesz zdobyć Snape'a?
- Oj, Severusie nigdy mi się nie odpłacisz za to co dla Ciebie robię - szepnęła brązowowłosa - Niech będzie i makijaż....
- A więc tak... - Ginewra nachyliła się w kierunku Hermiony - Musisz zarobić szlaban i kokietować go jak tylko najlepiej potrafisz. Ale to za tydzień. Najpierw poćwiczysz na moim przygłupim bracie
- Ginny, ja Cię proszę! Mogłabym być mopsem i lizać Rona po twarzy ,a on i tak byłby w niebo wzięty
- No dobra...mam inny pomysł pożyczę Ci Harry'ego
- Jeśli się zgodzi
- Jeśli się zgodzi... Jeśli nie to nie zobaczy na oczy Błyskawicy - mruknęła Ginny ,a w jej oczach pojawiły się niebezpieczne ogniki
- To jak?
- Wcielamy plan w życie - odparła Ginewra - HARRY JAMSIE POTTERZE!!!
I w ten właśnie sposób Hermiona Jane Granger przypieczętowała miłość do wrednego mistrza eliksirów.
Albo raczej postanowiła przypieczętować... Bowiem codziennie popołudniu zamykała się wraz z Ginny i Harry'm na Wieży Astronomicznej ,aby poćwiczyć jak to ujęła rudowłosa: ,,Naturalne moce każdej kobiety''. Po tygodniu Harry stwierdził ,że jeśli Snape nie zwróci uwagi na Granger to jest ślepym jak to ujął ,,(...) zadufanym w sobie dupkiem, który nie widzi nic oprócz swojego garbatego nosa z powodu oparów eliksirów.''
- Harry to bardzo ważne... na pewno? - Panna Granger spojrzała na przyjaciela z nadzieją w oczach
- Tak, Hermiono NA PEWNO mu się spodobasz ,a jeśli nie to... - Potter udał ,że się zamyśla - dolejemy mu do herbaty...
- Truciznę - podsunęła Ginny
- Eliksir euforii - zgadywała Hermiona
- .... Amortencje - dopowiedział Harry
- NIE - zaprotestowała Granger - Chce ,żeby mnie naprawdę pokochał
- No dobrze ,ale obiecaj ,że od czasu do czasu omsknie Ci się ręka nad jego szklanką...
- Masz moje słowo Harry - potwierdziła brązowowłosa pewna ,że nie będzie musiała tego robić
- A więc jesteśmy kwita? - zapytał czarnowłosy
- Jesteśmy kwita - potwierdziła starsza gryfonka pamiętając, że to dzięki niej Potter jest z Weasley'ówną.
Na kolejnych eliksirach Granger zamyślała się, celowo schrzaniła eliksir, aż wreszcie na korytarzu wyciągając różdżkę udała ,że celuje nią w Malfoy'a. Dopiero ostatni sposób zaowocował jakże miłymi słowami dla jej ucha: Granger! Szlaban! O 20 w moim gabinecie!...
Oczywiście pomijając dwieście punktów od Gryffindoru ,za które nikt jej winić nie będzie ,bo w końcu zarobiła je dzisiaj na zajęciach Transmutacji.
Szczęśliwa jak nigdy wraz z ,,Planem na poderwanie Snape'a nr. 1'' założyła sukienkę od Fleur, umalowała się, ułożyła włosy,popsikała się perfumem o zapachu truskawki, raz jeszcze przeczytała książkę pt. ,,Jak zdobyć mężczyznę swojego życia'' i poszła do lochów.
- Granger spóźniłaś się...
- Nic z tego Panie profesorze - odparła z uśmiechem - mam dokładnie minutę
- Już nie bądź tak dokładna Granger, eliksir sam się nie zepsuł - syknął Jasne, że nie, bo zepsułam go specjalnie ,żebyś tylko dał mi ten cholerny szlaban Sev, pomyślała Gryfonka
- Siadaj Granger - warknął ,,Sev'' -W COŚ TY SIĘ GŁUPIA DZIEWUCHO UBRAŁA?! W sukienkę kretynie, pomyślała Hermiona ,ale zamiast tego odpowiedziała - W sukienkę Panie Profesorze
- Ślepy nie jestem ,Granger. Na szlaban przychodzi się w ODPOWIEDNIM ubraniu Ciesz się ,że jest długa ,pomyślała
-... A sukienka i szpilki NIE należą do ODPOWIEDNICH ubrań Oczywiście ,że nie - zaśmiała się w duchu
- ... A już na pewno NIE w towarzystwie makijażu, Granger - warknął Mów, dalej... - ... Więc, Granger? Jaki jest powód Twojego... UBIORU? Taki, że chce Cię uwieść ,ale mi nie pomagasz i zachowujesz się jak dupek ,pomyślała
- Więc? - warknął Snape
- W Pokoju Wspólnym Gryffindoru jest impreza ,na którą nie miałabym się czasu wyszykować ,a Pan nie przesunął by mi szlabanu ,za nic w świecie ,mam rację Pani Profesorze? - wszystko co mówiła, mówiła słodkim ,ale nie przesłodzonym głosem
- Oczywiście, Granger, oczywiście - syknął - Siadaj
Hermiona Granger usiadła po czym założyła nogę na nogę i zaczęła stukać paznokciami (przedłużonymi akrylem i pomalowanymi na granatowo) w biurko nauczyciela.
- A więc?
- Co ,,a więc'', Granger?
- Co mam robić, Panie Profesorze? Bo chyba nie dał mi pan szlabanu tylko po to ,żebym tu siedziała - stwierdziła
- Po pierwsze, nie tłucz mojego biurka, Granger ,bo nic Ci one nie zrobiło. Po drugie właśnie ,że będziesz tu siedzieć - dodał
- Co?
- Co, co Granger?
- Co Pan właśnie powiedział?
- Że będziesz tu siedzieć, dopóki nie pozwolę Ci iść.
- Nie mogę zrobić jakiego kolwiek eliksiru?
- Nie
- Przeczytać jaką kolwiek książkę
- Nie
- Zrobić cokolwiek?
- Nie
Westchnęła.
- A więc skoro nic pan nie robi możemy porozmawiać - powiedziała po chwili milczenia
- Po co?
- Żeby się lepiej poznać
- Nie mam zamiaru poznawać lepiej tak irytującej gryfonki jak Ty
- Dlaczego?
- Bo, nie
- Czemu?
- Granger, Granger, Granger, czego Ty dziewczyno nie rozumiesz w słowie: ,,NIE''?
Nie odpowiedziała. O Merlinie dlaczego pokochała tak irytującego faceta? Już łatwiej by jej było zdobyć Malfoy'a. No ale, cóż jak to mówią ,,Łatwiej pokochać ,niż się odkochać''...
Zamiast rozmawiać wlepiła wzrok w mężczyznę.
- I czego się patrzysz ,Granger? - zapytał Snape z sarkastycznym uśmiechem Po to mam oczy!, pomyślała
- Nudzi mi się - jęknęła
- Mów... - warknął
Dziewczyna wykonała skomplikowany ruch różdżką, który nie pozwolił skłamać.
- Dlaczego postanowił Pan dołączyć do Voldemorta?
- Albus potrzebował szpiega, to był jeden z powodów. Drugim był mój ojciec ,a trzecim śmierć brata. Chciałem zemsty, więc zostałem szpiegiem. Teraz moja kolej... Dlaczego tyle się uczysz?
- Chce udowodnić sobie, że czystość krwi nie jest ważna. Dzięki temu czuje się dowartościowana. Lepsza.
Teraz ja. Jak zginął Tw... Pana brat?
- Odmawiam - warknął Snape
- No dobrze... Kochał.. Pan matkę Harry'ego?
- Tak, kochałem ją. Dlaczego zerwałaś z Weasley'em?
- Zdradził mnie. Czy mógłby pan pokochać jeszcze jakąś kobietę?
- Raczej nie...
- Dlaczego?
- Granger, to nie przesłuchanie...
- Niech Pan odpowie
- Nie mogę pokochać jeszcze jakiejś kobiety ,bo już ją kocham. Czy ściągałaś na sprawdzianie?
- Nigdy. Kogo Pan kocha?
- ODMAWIAM - warknął
- Z jakiego była domu?
- Gryffindor. Kochasz kogoś?
- Tak. Dlaczego nienawidził pan ojca Harry'ego?
- Z powodu pewnego wybryku. W kim się zakochałaś?
- Odmawiam.
- Jak sądzisz co zmieniłoby gdybyś urodziła się w czystokrwistej rodzinie?
- Nic. Może to ,że nie byłabym nazywana ,,szlamą''. - wzruszyła ramionami - Jaki mas... ma Pan status krwi?
- Pół. Dlaczego się wahasz przy zadawaniu pytania?
- Odmawiam.
- Dlaczego niemal ciągle odmawiasz?
- Bo nie chcę się dzielić z Panem szczegółami mojego życia. Hmm... Czy myje Pan włosy?
- GRANGER!!! Jeśli już chcesz wiedzieć to TAK myje włosy! Dlaczego jesteś tak bardzo upierdliwa? Nie złość się Severusie, złość piękności szkodzi, pomyślała - Nie jestem. Z powodu jakiego wybryku znienawidził pan Huncwotów?
- Idź już Granger... Niemal nie zabili mojego brata, jeśli już musisz wiedzieć... Idź już Granger - mówił to wszystko normalnym głosem, wypranym z emocji ,ale normalnym...
I to właśnie dlatego gryfonka go posłuchała...
Po tej rozmowie oboje zarówno Severus jak i Hermiona pogrążyli się w rozpaczy, bo z powodu nawału obowiązków, choćby nie wiem co robiła Granger, Snape i tak nie mógł jej dać szlabanu ,bowiem sam miał wiele spraw do załatwienia. I w ten sposób minął im cały rok szkolny. Oprócz tego pamiętnego szlabanu, spotkali się raz jeszcze, w czasie wakacji ,w dość nie typowy sposób...
Gryfonka szła ulicami Londynu kierując się na Grimmauld Place numer 12. Ku jej niezmiernej złości zaczął padać deszcz. Jak dobrze ,że wzięła pelerynę. Zarzuciła kaptur na mokre włosy ,a przez głowę przeszło jej jak bardzo przypomina teraz śmierciożercę... Naglę zrobiło się jej bardzo zimno. Spojrzała na ciemne niebo. Żadnej oznaki dementorów - potwornych strażników więzienia czarodziejów - Azkabanu. W duchu skarciła się za ten pomysł. No jasne Hermiono, dementorzy kręcący się po mugolskim londynie! Równie dobrze Voldemort mógłby iść teraz obok Ciebie przebrany za tego przeklętego różowego króliczka! - warknęła na siebie w myślach
I w pewnym sensie miała rację.... Tak, ale tylko w pewnym sensie...
Poruszona wizją Voldemorta idącego tak blisko niej przyśpieszyła do bardzo szybkiego marszu.
Mijała właśnie Fontannę Jasnego Losu gdy poczuła coś zaciskającego się na jej szyi. Ludzkie palce...
Szybkim ruchem nogi miała nadzieję uderzyć przeciwnika jednak nie udało się. Wręcz na przekór była teraz niemal ,,przytulona'' do napastnika, ale nadal stała do niego tyłem. Szybko obróciła się jednocześnie celując otwartą dłonią w miejsce gdzie powinna się znajdować jego twarz.Udało się usłyszała plask zwiastujący spotkanie się jej ręki z celem. Zamurowało ją na chwilę... przed nią stali Lucjusz Malfoy, Travers i Scabior. Spojrzała na ich twarze i wszystko było jasne, policzek oberwał ojciec fretki.
- Ty plugawa szlamowata dziwko! - wysyczał wściekły Malfoy - Crucio!
Poczuła ból jakby ktoś rozrywał ją na kawałki. Zaklęcie trwało dopóki Travers bądź Scabior... sama już nie wiedziała kto powiedział blondynowi ,że ma skończyć. W każdym bądź razie ,kto kolwiek to był czuła do niego wdzięczność. A później pomyślała o ukochanym i jej sercem zawładnął smutek. Przepraszam Severusie..., pomyślała
Malfoy brutalnie chwycił ją za włosy i teleportował się z trzaskiem. Znaleźli się przed Voldemortem.
- Doskonale, Lucjuszu przyprowadziłeś szlamcie naszego mistrza eliksirów. Wspaniale, Snape się ucieszy - Voldemort uśmiechnął się i klasnął w dłonie - Zaprowadź ją do naszego hotelu.
Hermiona oniemiała po prawicy Voldemorta siedziała... Dolores Jeane Umbridge!
- Ty cholerna...!!! - zaczęła Hermiona ,ale uciszył ją Malfoy zatykając jej usta
- Jeszcze raz. Cię. Usłyszę. Granger. To. Porysuje.Ci.Tą.Twoją.Szlamowatą.Buźkę. Jasne!? - warknął Malfoy po czym nadal trzymając ją za włosy prowadził tylkoma lochami , korytarzami i pokojami ,że Panna Granger zaczęła się zastanawiaćjak on się tu nie gubi.
- Jesteśmy szmato - powiedział po czym otworzył drzwi i wrzucił ją do środka jak worek kartofli, a Hermiona usłyszała szczęk zamykanych drzwi. Dziewczyna rozejrzała się po lochu. Był ciemny, zimny i obskurny, a oprócz tego całkowicie pusty. Nie licząc dwóch pochodni i słoja z wodą. Brązowowłosa postanowiła usiąść w kącie, żeby utrzymywać ciepło i widzieć drzwi. Wątpiła bowiem w to ,że śmierciożercy zostawią ją w spokoju. Ze zdumieniem stwierdziła jednak,że nie jest sama w lochu. W owym kącie leżał mężczyzna...
- Severus...
- Hermiona... Nie. Idź. Idź do Zakonu. Proszę. Hermiona... Idź do zakonu tam będziesz bezpieczna...
- Severusie.
- Idź do Zakonu! Ciebie tu nie ma. Nie dałaś się złapać.
- Seve...
- Nie! Prawdziwa Hermiona siedzi w domu Blacka i zajada się ciasteczkami.
- Severusie, otwórz oczy! Slytherin traci 200 punktów!
Mistrz eliksirów ocknął się momentalnie po czym spojrzał na dziewczynę.
- Cholera! Granger, spóźniłem się na lekcje! - aż podskoczył na co gryfonka nie mogła się nie roześmiać - Nie. Nie. Nie. - do Snape'a dopiero teraz dotarło gdzie się znajdują
- Dlaczego sądziłeś ,że mnie tu nie ma?
- Dwa dni temu dałem się złapać, od tego czasu tworzą Twoje widmo, żeby mnie dręczyć. Przychodziłaś cała zakrwawiona, błagająca o litość...
- Zakon po nas przyjdzie
- Nie przyjdą. Nikt nie wie gdzie jesteśmy. Przykro mi, że Cię w to wciągnąłem...
- O czym...
- Dowiedzieli się ,że jestem szpiegiem i zobaczyli Ciebie w moim umyśle.
- Rozumiem - zatrzęsła się cała
Ta sytuacja... Gdyby ktoś powiedział Severusowi Snape'owi ,że będzie siedział w celi z Granger...
To tak jakby Hermionie Granger powiedzieć ,że pokocha Snape'a...
Obydwoje wysłaliby daną osobę do Munga i wykupili miejsce obok Lockharta z przykazaniem ,że ma ona tam siedzieć do końca życia. Ale jednak to wszystko działo się naprawdę.
Severus siedzi w celi razem z Hermioną i nie chce jej zabić, co najwyżej przytulić, a Hermiona ona kocha Snape'a.
- No bardzo śmieszne, losie - mruknęła Panna Granger - Doprawdy bardzo zabawne...
- Co jest znowu takie zabawne?
- Nie... nic... nie ważne. - machnęła ręką
- Skoro tak sądzisz - westchnął
- Pieprzony los...
- Słucham? - tym razem to Snape o mało co się nie rozśmiał
- Nic.
- Skoro sądzisz ,że to los jest popieprzony to moje zachowanie będzie conajmniej nie normalne ,ale cóż.
- O...
Snape ukląkł na jedno kolano i o dziwo wyjął pierścionek
- Hermiono Jane Granger czy uczynisz moje życie kolorowym i wyjdziesz za sarkastycznego, wrednego mężczyznę?
- Tak. - odpowiedziała szczęśliwa
- Co?
- Tak Severusie, zostanę Twoją żoną - powiedziała na co on ją pocałował
Nagle usłyszeli szczęk otwieranych drzwi celi.
W drzwiach stali...Lucjusz,Travers, Scabior,Narcyza,Draco, Zakon Feniksa,Harry,Weasleyowie i Luna Lovegood.
- Zgodziła się? - zapytała pani Weasley
- Tak - odpowiedzieli Snape i Hermiona
- No mamo Ślub już wzięli - powidział Ron z uśmiechem stając obok Molly
- Co się...
- Zostałaś wkręcona kochanie - odpowiedział Snape wstając i biorąc Hermionę za rękę - Nikt mnie nie porwał. Jesteśmy w Malfoy Manor. A przedstawienie z porwaniem to jeden z moich dziwniejszych pomysłów...
- Ale staliśmy przed Voldemortem...
- Hermiona na merlina czy Black Ci na Voldemorta wygląda?
- To był Syriusz?!
- Tak - odpowiedział Black z dumą
- Ale jak wy to zrobiliście? Przecież Voldemort nie ma włosów...
- Tajemnica kotku, tajemnica - mruknął Snape całując narzeczoną
_________________________________________
Heh... rozpieszczam Was tylko mi się nie przyzwyczajać! Broń boże.
Ale co tam chora jestem (ZNOWU) ,początek anginy i coś tam z oskrzelami więc mogę trochę pododawać...
Tą miniaturkę zaczęłam dawno temu w maju, albo nawet kwietniu, skończyłam teraz więc jakoś to jest.
Mam nadzieję ,że się Wam podoba.
Prosze bardzo, przed wami... DŁUGO WYCZEKIWANA MINIATURKA...
_______________________
Następnego dnia...
- Hermiona, prosimy
- Nie, Harry nie ma mowy!
- Ale dlaczego?
- Tłuczki, Ron ja się musze uczyć ,a nie spędzać czas w skrzydle szpitalnym - odpowiedziała Granger
- Miona, błagam zgódź się - Potterowi jeszcze nigdy na niczym tak nie zależało jak tylko na tym ,żeby w meczu wzięła udział jego przyjaciółka
- Fred i George są nie zawodni
- Ufam Twoim braciom Ron nie ufam Malfoyowi. Fretka będzie chciał mnie zrzucić z miotły - wyjaśniła widząc pytające spojrzenia przyjaciół
- I tylko w tym tkwi problem? - Ginny szybko wkroczyła do akcji porozumiewawczo patrząc na przyjaciółkę
- Herm, ćwiczyłaś już wiele ponad to co sam umiem - mruknął wybraniec
- Co?!
- Czy widziałaś mnie kiedykolwiek używającego ,,Balisty''?
- No nie...
- A to dlatego ,że....
- Nieważne, Harry! - krzyknęła Ginny - Hermiona, grasz czy nie?
- O Merlinie Gryffindor chyba będzie mnie nosił na rękach - mruknęła Granger- Gram - dodała cicho
- Niedosłyszałam
- Gram!
- I takie podejście mi się podoba - powiedziała rudowłosa - Harry?
- Coo? Yhm.. yy.. tak Hermiono zagrasz na pozycji szukającej
- CO?! A Ty?!
- Miona uspokuj się ja będę ścigającym. Przebierz się tutaj ,bo nie zdąrzysz na mecz. Ja z Ginny i Ronem kupimy Ci czas. - powiedział podając jej szatę, ochraniacze i miotłę - Polecisz na mojej. Podtuningowałem ją trochę - i wyszli tak poprostu.
Brązowowłosa z westchnieniem nałożyła szatę i ochraniacze, różdżkę przymocowała do paska,a prawą dłoń zacisnęła na trzonku miotły.
- Gryffindorze życz mi powodzenia, Ravenclaw nie pozwól mi spaść, Hufflepuff dopomóż innym graczom z mojego domu ,a ty Slytherinie trzymaj Malfoya krótko ,żeby mnie nie zrzucił z miotły i obdarz nową szukającą gryfonów sprytem godnym ślizgona - wyrecytowała poczym wybiegła z zamku i razem z drużyną wyszła na boisko. Już po chwili truchtem wybiegła na boisko i uderzył w nią głos Lee Jordana:
- Zmiana w składzie Gryffindoru! Na pozycji ścigającego wyjątkowo zagra... Harry Potter?! - na trybunach rozległy się szepty ,a Jordan mówił dalej - ,ale kto jest szukającym? O Merlinie to nikt inny jak... Hermiona Granger!!! O Godryku to Ci dopiero, nie wiedziałem ,że ona umie latać! A teraz przejdźmy do podłych ślizgońskich...
- Jordan!
- Przepraszam profesor McGonagall...
Dalej nikt nie słuchał przedstawienia ,,podłych ślizgońskich węży''. Hermiona z duszą na ramieniu przełożyła nogę przez miotłe i wzbiła sie w powietrze wraz z drużyną Gryffindoru. Kapitanowie uścisnęli ,albo raczej próbowali połamać sobie ręce po czym dołączyli do zawodników swojego domu. Panna Granger szybowała nad boiskiem wypatrując złotego znicza, zaś Malfoy umyślnie siedział jej na ogonie.
- Odpuść fretko - syknęła w jego stronę
- Nigdy, Granger - odpowiedział z uśmiechem - uspokój się idiotko
Malfoy się roześmiał, a ona spojrzała w jego stronę z miną jakby wątpiła w jego zdrowie psychiczne.
No, bo w końcu kiedy Dracon Malfoy mówi do niej spokojnie, roześmiany? Odpowiedź jest prosta, Nigdy.
- Granger, po Twojej lewej, znicz - szepnął po czym sam machał ręką w powietrzu jakby chciał go złapać.
Brązowowłosa gryfonka wysunęła rękę i złapała znicz po czym chciała wylądować jednak przeszkodził jej blondyn:
- Granger, chce czegoś spróbować. Trzymaj się miotły będę próbował Cię zrzucić - szepnął po czym śmignął na nią w ten sposób ,że gdyby jej nie powiadomił już dawno szybowałaby w stronę murawy
- Malfoy, o co ci chodzi?
- O ciebie, Granger. Chodzi o ciebie - odpowiedział tylko po czym ponownie przypuścił atak tym razem kopiąc jej miotłę
- Malfoy, ty pieprzona fretko zostaw mnie! - krzyknęła z udawaną złością na tyle głośno ,że wszyscy ją usłyszeli
- Nigdy, Granger! - warknął blondyn ,który jak widać był świetnym aktorem, gdyż po chwili najzwyczajniej w świecie zepchnął ją z miotły ,a ona zamiast uderzyć w ziemię delikatnie, spowolniona zaklęciem opadła na trawę.
- Ślizgoni,Krukoni,Puchoni,Gryfoni idźcie do dormitoriów - polecił dyretor ,a gdy nikt go nie posłuchał warknął - Natychmiast, do jasnej cholery! - Uczniowie rozpierzchli się w popłochu
- Lucju...
- Zamilcz, Minervo!
- To moja uczennica Malfoy!
- A mój syn zrzucił ją z miotły! Profesor McGonagall, proszę udać się do swojego gabinetu. Teraz!
- A...
- Czy sądzi Pani, że coś zrobię tej małej tylko dlatego ,że jest z Gryffindoru?! Czystość krwi nie ma dla mnie najmniejszego, cholernego znaczenia! Zrozumiała pani? Profesor McGonagall?!
Opiekunka Gryffindoru wraz z innymi nauczycielami udała się do zamku
- Draconie! - warknął Malfoy ponownie
- Tak?
- Minus 200 punktów od Slytherinu! I szlaban z Minervą McGonagall za beszczelność przez resztę roku idioto!
- Jaką....
- MINUS 50 PUNKTÓW OD SLYTHERINU, GÓWNIARZU! A TERAZ SZORUJ DO DORMITORIUM I ŻADNEGO WYJŚCIA DO HOGSMEAD W CIĄGU TEGO CHOLERNEGO ROKU! - krzyknął Lucjusz Malfoy po czym zaklęciem wyczarował nosze, na których umieścił gryfonkę
-Dyrektorze to nie jest konieczne - zaprotestowała zdziwiona Hermiona
- Zamilcz Granger. To jest konieczne - dodał spokojnie gdy znaleźli się przed Skrzydłem Szpitalnym-Pomfrey!
- O co chodzi?
- Mój przygłupi syn zrzucił tą małą z miotły - wyjaśnił Lucjusz ,a słowa ,,tą małą'' wypowiedział z troską po czym zostawił pielęgniarkę wraz z gryfonką.
Pomfrey wykonała parę ruchów różdżką nad Hermioną po czym orzekła:
- Nic Ci nie jest. Ale zostaniesz conajmniej dwa tygodnie w łóżku ,bo dyrektor urwie mi głowę - pielęgniarka zachichotała
- Dlaczego... - zaczęła Hermiona ,co Poppy zbyła pokręceniem głowy i udała się do gabinetu.
O co na boga chodziło Malfoyowi? I co miał na myśli fretka gdy mówił ,że chce czegoś spróbować?, myślała dopóki nie nadszedł sen.
Granger obudziła się i pomyślała ,że nadal śni. Na stoliku obok leżał bukiet róż.
- Pani Pomfrey! - zawołała - Co to za róże? Od kogo one są?
- Od dyrektora, tylko proszę nie mów mu. Zostawił Ci coś jeszcze - pielęgniarka podała jej kartkę i wyszła ,a gryfonka wiedziona ciekawością zaczęła czytać: Droga Hermiono! Jak się czujesz? Żywię nadzieję ,że zareagowałem w porę. Dracon został ukarany, czekam na Twoje wyjście ze Skrzydła Szpitalnego, wtedy ten kretyn opuści Hogwart. Coś takiego nie może zostać puszczone płazem. Jeśli czujesz się na siłach powiadom proszę profesor McGonagall, bo cały czas mnie dręczy ,że ,,coś Ci zrobiłem''. Twoi przyjaciele w postaci całego Gryffindoru niestety podzielają jej zdanie, zmuszony więc byłem ukryć się w gabinecie. L.M P.s Mam nadzieję ,że podobają Ci się kwiaty
Gryfonka ledwie skończyła czytać ,a do jej gabinetu wpadł Dracon.
- Uff, Granger mój tatuś się zakochał. W TOBIE - dodał
- Nie...
- Dał Ci róże. A pozatem chce wywalić mnie z Hogwartu za zrzucenie Cię z miotły...
Ledwie Młody Malfoy skończył mówić ,a gryfonka wysoczyła z łóżka i popędziła do gabinetu Lucjusza
- Malfoy Ty mnie kochasz! - zarzuciła mu
- MINUS 50... a to Ty Granger...
- A co się stało z ,,Droga Hermiono''? LUCJUSZU?
- O co Ci chodzi?
- O To ,że Cię kocham!
- Ty mnie kochasz?
- Gratuluje spostrzegawczości, Panie Malfoy - powiedziała i pocałowała go
- Skąd...
- Podziękuj synowi kretynie, a nie go wyrzucasz! To dzięki niemu...
- Dobrze podziękuje - odpowiedział
__________________________
Następnie był ślub i urodzenie się już pietnatoletniej Janet Kate Malfoy.
__________________________
Może będzie miniaturka o Janet...
Nie chce robić kopiuj, wklej Poprostu życzę Wam okazałego zajączka, Mokrego dyngusa i mile spędzonego czasu w rodzinnym gronie
_______________
Lucmione
______________________________________
Hermiona Granger, Harry Potter, Ron Weasley i inni Puchoni, Krukoni, Ślizgoni, cały dom Lwa no ,i oczywiście nauczyciele jedli właśnie niespodziewaną ucztę w Wielkiej Sali. Dlaczego niespodziewaną? Otóż Dumbledore od godziny biegał po zamku informując o uczcie wszystkich, których spotkał.
Dyrektor Hogwartu powstał.
- Wybaczcie mi proszę tą nagłą ,ale i potrzebną ucztę. Ale muszę Wam przekazać pewną bardzo ważną informację, a mianowicie zmianę w gronie nauczycielskim. - powiedział
Na Wielkiej Sali wybuchły szepty: "Czy to McGonagall?, Na pewno odejdzie Snape."
-... Cisza! - Albus Dumbledore kontynuował - Nie odejdzie ani profesor McGonagall ,ani profesor Snape. Odejdę... JA.
Ta informacja wstrząsnęła całym Hogwartem.
- Dumbledore odejdzie? - szepnęła Hermiona
- Nie, to nie możliwe! - zaprzeczył Ron
- Dyrektor? - nie dowierzał Harry
- Dlaczego? - dopytał Ron
Kto go zastąpi? - dało się słyszeć ze stołu Krukonów
- Może McGonagall będzie dyrektorką. - mruknął Harry ze zrezygnowaniem
- Nie! Dumbledore nie może odejść. - nie zgodził się Ron
- On odejdzie tylko wtedy kiedy nikt w całym Hogwarcie nie pozostanie u wierny - rzekła Hermiona.
Rozmyślania uczniów przerwał poraz kolejny zresztą Dumbledore.
- ... Nowym dyrektorem będzie Pan Lucjusz Malfoy - oznajmił dyrektor
Na sale wszedł Malfoy we własnej osobie. Pusząc się jak paw podszedł do Dumbledore'a poczym zajął jego miejsce. Harry wpadł na pewien pomysł... Skrzyżował ręce na piersi, po nim to samo uczynił cały stół Gryffindoru, następnie Ravenclaw pod przywództwem Cho Chang skopiował jego gest ,a po chwili Puchoni siedzieli w identycznej pozie. Koleinie ku niezmiernemu zdziwieniu Harry'ego połowa Slytherinu również skrzyżowała ręce na piersiach. I w ten właśnie sposób Lucjusza Malfoy'a zamiast aplauzu powitała cisza.
- Cholera jasna, nie wierze - warknęła Hermiona
- W co? - dopytał Harry
- W to ,że ten dupek został dyrektorem - syknęła
- Miona, co się stało? - zapytał Ron
- Jestem szlamą, to się stało - powiedziała grobowym tonem
- Her...
- Oh, zostawcie mnie - warknęła poczym ruszyła na błonia
* * *
Minęły 2 tygodnie od objęcia żądów przez Malfoy'a... 2 tygodnie podczas ,których nie byłoby dnia bez nazwanie Hermiony szlamą... 2 tygodnie podczas ,których Gryffindor utracił niemal wszystkie punkty ,a Slytherin zyskał ponad sto...
- To nie sprawiedliwe - powiedziała Hermiona
- Jak całe życie - mruknął ze zrezygnowaniem Ron - Ty chociaż masz spokój
- Ja? Ja, mam spokój?! Nie wyzywa mnie przy wszystkich ,bo chce grać ,,dobrego,, - powiedziała - Pozatem to nie przeze mnie Gryffindor oberwał!
- Aha, czyli to MOJA wina?
- A czy to ja strzeliłam fretke w twarz? Czy to ja przy wszystkich zrzuciłam go z miotły? Czy to ja...
- Mógł mnie nie prowowkować - mruknął na swoją obronę
- To nie daj mu się prowokować - rzekła wychodząc
* * *
Następnego dnia miałabyć lekcja Transmutacji. Siódma klasa Gryffindoru i Slytherinu oczekiwała Minervy McGonagall, która jednak się nie zjawiła. Zamiast nauczycielki Transmutacji do klasy wszedł Ten-Nowy-Cholerny-Dyrektor-Wielka-Kupa-Siana-Na-Głowie-Kochany-Ojczulek-Piepszonej-Fretki-Lucjusz-Cholera-Malfoy.
- Usiądźcie - powiedział blondyn ,a gdy usiedli kontynuował - Transmutujcie swoje kruki w jakie kolwiek inne zwierze. - machnął różdżką ,a przed każdym znalazł się kruk.
Już po chwili przed Hermioną stała ruda wiewiórka, zaś na stoliku Harry'ego kicał królik. Ku wielkiemu zdumieniu wszystkich obecnych wiewiórka Grangerówny skoczyła z pazurkami na Malfoy'a.
- Granger, szlaban! Minus... widzę ,że Gryffindor nie ma punktów ,które możnaby było odjąć - I znów miał na twarzy ten swój ,,Malfoyowski uśmieszek,,.
- W takim razie sądzę ,że trzeba ich trochę dodać - nawet blondyna zdziwiło niespodziewane wejście McGonagall - 200 punktów dla Gryfonów. Koniec lekcji. Panno Granger, uzgodni pani szczegóły szlabanu z dyrektorem. - dodała i wyszła
- Granger, szlaban o 20.
- Z panem? - zapytała
- Nie, głupia! Czy ty sądzisz ,że nie mam co robić tylko nadzorować szlaban, brudnej szlamy?! - zapytał - Masz szlaban z Severusem, przyda mu się pomoc.
Wściekła Hermiona wybiegła z klasy. Nie poszła na lekcje, miała tylko zaklęcia z Flitwickiem i Historię Magii, ani Flitwick ,ani Binns nie będą suszyć jej głowy. Jest przecież ,,Jakże wspaniałą Panną Granger,,. Parsknęła śmiechem. Poszła do biblioteki i zaczęła czytać. Po chwili zorientowała się ,że jest już za pięć dwudziesta. Pobiegła do lochów.
- Uważaj Severusie, żeby Ci nie upaprała kociołka szlamem - usłyszała Malfoya
Ale blondyn nie doczekał się odpowiedzi Snape'a, bowiem wściekła Hermiona wypadła zza rogu i uderzyła dyrektora w twarz.
- Minus 200 punktów od Gryffindoru! - warknął Lucjusz
Gdy Malfoy oddalił się korytarzem Snape gestem nakazał jej wejść do klasy.
- Uważysz pięć kociołków eliksiru spokoju i dwa słodkiego snu - powiedział mistrz eliksirów - A i tak przy okazji policzkowanie Malfoy'a nie było mądre. - dodał
Uśmiechnęła się, poczym zabrała się za warzenie, musiała się skupić przy eliksirze spokoju bowiem źle obmierzone składniki zamiast spokoju powodują głęboki sen ,z którego nie można się wybudzić. Jednak skupienie nie przychodziło łatwo bowiem Snape już po chwili pochylił się nad nią tak ,że czuła jego oddech na karku.
- Wychodzę, postaraj się nie pomylić - wyszeptał ,a ona pomimo ,iż go nie widziała była pewna ,że się uśmiechnął - Pomyłka dużo kosztuje - dodał i wyszedł.
Hermiona szła właśnie do szafki ze składnikami gdy zobaczyła inną lekko uchyloną szufladę. Uchyliła ją i zamarła. 16 buteleczek Płynnego szczęścia. Szybko się rozejrzała i nie zastanawiając się jakie konsekwencje może nieść za sobą ten czyn schowała dwie z nich do kieszeni szaty. Zamknęła szufladę, poczym powróciła do ważenia eliksirów. Zdążyła pochylić się nad kociołkami, gdy do pomieszczenia wszedł Snape.
- Wyjdź Gra... Wyjdź i dla twojej wiadomości dyrektor, niezainteresuje się...
Wyszła z pomieszczenia trzaskając drzwiami. Przecież Leglimencja jest zabroniona w szkole. Może Malfoy dał Snape'owi pozwolenie. Nieważne! Plan czas wcielić w życie! Ruszyła do dormitorium i zasnęła pogrążona w myślach o pewnym blondynie. Następnego dnia... Sobota, maj, piękny słoneczny dzień wszyscy siedzieli na błoniach...
Nawet nauczyciele powychodzili z zamku. W zamku zostały tylko trzy osoby: Lucjusz Malfoy, Hermiona Granger i Ginny Weasley. Te dwie ostatnie siedziały właśnie w dormitorium brązowowłosej, rozmawiając przyciszonymi głosami pomimo zaklęcia wyciszającego rzuconego na pomieszczenie.
- Hermio...
- Tak, wiem jestem niezmiernie głupia, ale musiałam...
- Ale musiałaś wykraść Snape'owi dwie butelki Feliks Feliksis - dokończyła Weasley'ówna - A teraz do sedna... Jak Ty u licha zamierzasz poderwać Malfoy'a?!
- Nie wiem - odpowiedziała Hermiona zgodnie z prawdą - Ale to będzie mi potrzebne - wskazała głową na płynne szczęście.
- Hmm... może... WIEM! - rudowłosa usciskała Granger
- Co?...Ginny, nie patrz się tak na mnie tylko... GADAJ O CO CHODZI!
- No więc, jak wiesz od miesiąca jestem z Draco...
- A Smok, za Twoją pom... Poprawka, za pomocą Twoich słodkich oczu szczeniaka z puchatymi uszami pomoże mi... Ginny! Jesteś... najbardziej fenomenalną i najlepszą przyjaciółką na świecie!!!
Rudowłosa uśmiechnęła się promiennie.
- To jak? Idziesz do blondaska? - zapytała Hermiona rudowłosą
- Już mnie nie ma! - wykrzyknęła Ginny z uśmiechem poczym pobiegła do Draco
I w ten sposób Hermiona Granger zdecydowała się związać z Lucjuszem Malfoyem, mężczyzną, który ma syna w jej wieku.
Granger'ówna siedziała na łóżku jak na szpilkach ,aż w końcu zdecydowała się pójść do biblioteki. Ledwie jednak zdołała zaszyć się pomiędzy regałami ,a już odnalazł ją Harry. Młody Potter, bowiem postanowił nauczyć ją latać na miotle. Tak więc uczyła się o jeden przedmiot więcej.. Zielonooki wyciągnął ją na boisko, w dłoni dzierżył dwie błyskawice - swoją (prezent od Syriusza) i jej (Od Harry'ego na urodziny).
- To jak, jaką pozycję ćwiczymy dzisiaj? - zapytała chwytając swoją miotłę
- Hmm... - Harry zastanowił się przez chwilę - Pokaż jak latasz, chcę coś sprawdzić.
Skinęła głową poczym wzięła od niego miotłę. Wzbiła się na wysokość obręczy, poczym wykonała m.in tzw. '' Zwód Wrońskiego''.
Nie to nie Blainny! Bowiem na historię Blaise/Ginny nie mam pomysłu
Niestety Was zawiodłam, przykro mi, nie wiem kiedy będzie Blainny, mało tego nie wiem
czy w ogóle je napiszę... przepraszam i zapraszam na Syrmione :) (Syriusz/Hermiona)
∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞
Brązowooka dziewczyna otarła łzę. Przeklinając wszystko na czym tylko świat stoi ,a szczególnie Lunę Lovegood. To właśnie jasnowłosa powiedziała ,że Harry Potter chce się z nią widzieć. I rzeczywiście młody Potter chciał z nią porozmawiać ,ale przy okazji okazało się ,że Ron Weasley, chłopak Hermiony spotyka się z Lavender Brown. Co miała ta Brown czego nie miała ona? No tak, Laveneder... wyzywające ciuchy, makijaż no i cały czas ślini się do Ronalda. Tak, rudowłosy chłopak był dla Hermiony Ronaldem i nikim więcej ,a już na pewno nie jej przyjacielem...
Zamknęła drzwi dormitorium, była sama. Z kufra wyjęła zmieniacz czasu-podarunek od Minervy McGonagall.
3 obroty i po sprawie... Zakręciła raz...drugi...
Rozległ się huk tak przeraźliwy ,że dziewczyna aż podskoczyła i zupełnie przez przypadek zakręciła zmieniaczem czasu jeszcze parę razy.
Poczuła jak odrywa się od podłogi. Pomieszczenie zawirowało przeraźliwie ,a dziewczyna przewróciła się lądując na podłodze u stóp... Syriusza Black'a! Rozejrzała się na około siebie. Musiała wylądować w pokoju wspólnym Gryffindoru!W pomieszczeniu znajdowała się ona, Syriusz Black, Remus Lupin, James Potter i Lily Evans - ojciec chrzestny Harry'ego, wilkołak i rodzice chłopca-który-przeżył. Black wpatrywał się w nią oszołomiony jak gdyby zobaczył smoka.
- Kim...jesteś... - wyjąkał w końcu Syriusz
- To na razie nie jest ważne - odpowiedziała podnosząc się z podłogi - Muszę się skontaktować z Albusem Dumbledore'm. Jest dyrektorem, prawda? I zanim choć jeden z huncwotów zdążył mrugnąć okiem w Pokoju Wspólnym gryfonów pojawił się Dumbledore we własnej osobie.
- Hermiono, czy mogę Cię prosić na chwilę?
Panna Granger posłusznie ruszyła za dyrektorem do jego gabinetu.
- Siadaj, drogie dziecko - powiedział wskazując na fotel ,a gdy usiadła kontynuował - Zmieniacz Czasu ,tak?
- Tak. - potwierdziła
- Nie wnikam w Twoje sprawy , Hermiono ale to była trudna podróż dla Zmieniacza Czasu...mogę? - zapytał wskazując na złoty zegarek zawieszony na szyi gryfonki
- Tak. Proszę - odpowiedziała szybko podając Zmieniacz dyrektorowi
- Hmm.. tak, tak, tak myślałem... będziesz musiała tutaj zostać... przez dwa... przez miesiąc
- Co?! Profesorze, to nie możliwe! Ja nie mam książek, ubrań, nic!
- Panno Granger, proszę się uspokoić - powiedział Dumbledore spoglądając na nią - To wszystko da się załatwić..
- A co mam odpo...
- A więc tak... Musi pani zostać tutaj przez miesiąc, znalazła się tu pani przez zbieg okoliczności ,który nie musi być znany James'owi, Syriuszowi, ani nikomu innemu.
Skinęła głową.
- Jest pani w ich wieku ,więc nie będzie problemów, jest pani gryfonką tego też nikt nie będzie kwestionował... Nie zna pani żadnego Harry'ego Potter'a, Ronalda Weasley'a czy nawet panny Evans, Pana Black'a...
- Oczywiście.
- Tak się głupio złożyło... Panno Granger jest mi niezmiernie przykro ...ale musi pani zamieszkać w dormitorium chłopców z Gryffindoru ,czyli Panami: Black'iem, Potter'em i Lupin'em. Chyba ,że woli pani dziewczyny ze Slytherinu -dodał szybko
- Nie - odpowiedziała szybciej od Dumbledore'a - A co się stało z Pett...
- Jamesie Potterze! Syriuszu Blacku! Gryffindor traci po 10 punktów za każdego z Was za podsłuchiwanie! Pan Pettigrew został... delikatnie mówiąc poraniony dziś rano i spod opieki pani Pomfrey uda mu się uciec dopiero za dwa miesiące
- Oh...
- Dobrze, Hermiono to wszystko ,a teraz poproś mi tu Black'a, Potter'a i Lupin'a.
Hermiona skinęła głową poczym opuściła gabinet dyrektora po drodze zawiadamiając chłopców ,że dyrektor chce ich widzieć. Poszła do portretu Grubej Damy.
- Wpuść mnie - powiedziała
- Hasło.
- Nienawidzimy Slytherinu, tak na przyszłość - powiedziała Lily Evans ,która właśnie wyszła z pokoju wspólnego
- Dzięki.
- Właź.
Hermiona posłusznie weszła do salonu Gryfonów. Nic się nie zmieniło.
- Wiesz już gdzie będziesz spać? - zapytała rudowłosa
- N...Tak, dormitorium chłopców, konkretniej siódmy rocznik
- Współczuje... Potter, Black...
- Taa... Czemu tak go nie cierpisz?
- Potter'a? Bo jest nadętym palantem, znęca się nad innymi, długo by wymieniać. Black, wcale nie jest lepszy, uważa ,że może mieć każdą. - prychnęła
- A Lupin?
- Kujon, zawsze wszystko wie, prefekt, miły, tylko wiecznie chory, jest całkiem... normalny
- A...
- Pettigrew? Przyjaźni się z Potterem i bandą ,bo chce zyskać na...
Reszta słów rudowłosej Panny Evans utonęła w chaosie ,który wyniknął z przybycia Syriusz'a i James'a. Lupin usiadł przed kominkiem z książką.
- Ja zginę Łapo... mamy DZIEWCZYNĘ w dormitorium przez MIESIĄC
- A co ja mam powiedzieć Rogaczu? Ona ma łóżko NAJBLIŻEJ MNIE
- Ale to ja mam najgorze...
- Nie prawda to ja jestem milutkim, czarnym pieskiem
- Merlinowi dzięki za jelenia!
- Jesteście żałośni - wtrąciła Evans'ówna
- Lilka! Jak miło cę widzieć - wykrzyknął uradowany James - Umówisz się ze mną Evans?
- NIE! Mdli mnie na twój widok Potter!
- Oj, Liluś...
- NIE MÓW DO MNIE LILUŚ!!!
- Lilka...
- POTTER!
- Lils
- ZAMKNIJ SIĘ!
- Lilkuś..
- JAMSIE POTTERZE OSTRZEGAM CIĘ!!!
- Liluniu...
- POTTER!!!
- Li...
- Minus pięć punktów od Gryffindoru!
- Lil...
- Minus kolejne 5 punktów od Gryffindoru!
- Oj, dobra już dobra... - James dał za wygraną
Hermiona parsknęła śmiechem.
- I co tak nową śmieszy? - szepnął Rogacz do Łapy
- Po pierwsze Potter nie ,,nowa,, po zaraz Cię trzepnę! - zagroziła szybko ucząc się taktyki na Pottera od Lily Evans - Mam na imię Hermiona!
- Hermiś!!! - krzyknęli Black i James
- Z.A.M.N.I.J.C.I.E S.I.Ę!!! - warknęła na nich ,,Hermiś,,
- Hermionecz...
- Nie Łapciu, to szczoteczka!
- Szczotuś , Rogaczu
- Szczotunia
- Lily trzymaj mnie ,bo zaraz im coś zrobie! - powiedziała Granger'ówna
- A zrób, ja Ci przytaknę - odpowiedziała Evans
- Ej, szczota masz plan lekcji - powiedział Black wyciągając do Hermiony rękę z jej planem zajęć
Panna Granger podeszła do Łapy wyciągając rękę po plan ,ale Black szybko ją cofnął
- Black, nie denerwuj mnie!
- A czemu szczoteczko?
- Bo nie - warknęła
- Hmm... - Syriusz udał ,że się nad czymś głęboko zastanawia - Dam Ci ten plan ,ale dostane buzi w policzek
- BLACK, NAWET MNIE NIE DENERWUJ, DAWAJ TEN PRZEKLĘTY PLAN!!! - krzyknęła wściekła
- Ja dostane buziaka, Ty dostaniesz plan zajęć - odpowiedział
- Oczywiście Łapciu - Hermiona uśmiechnęła się przebiegle
- Ej, nie zbliżaj się! Nie! Hermiona odejdź! Rogacz, weźcie ją!!! - zawył Syriusz odskakując od niej - James!!! Weź ją!
- A... - James'owi przerwał Syriusz
- Lily ZAWSZE uśmiecha się w ten sposób gdy coś knuje!
- Oj, Łapko ja nic nie knuję - Hermiona uśmiechnęła się słodko - Oddasz plan?
- Ty naprawdę coś knujesz - mruknął Black - Dawaj buziaka, tylko szybko!
Hermiona stłumiła chichot, poczym podeszła do ,,Łapki,, i szybko pocałowała go w policzek, gdzie następnie wylądowała jej ręka, wzięła plan i usiadła na fotelu obok Lily.
Black wpatrywał się w nią nie bardzo wiedząc ,że brązowooka właśnie myśli o nim jako o cholernie przystojnym Black'u.
- One są NIEBEZPIECZNE - powiedział Syriusz
- Zauważyłem ,Łapo - poparł przyjaciela James
Do Black'a i Potter'a podszedł Lupin szepnął coś na ucho poczym wyszli przez portret Grubej Damy.
- Tym razem to ONI coś knują - zawyrokowała Lily - zmiękło Ci serce na widok Black'a?
- Nie - odpowiedziała Hermiś
{2 tygodnie później}
Hermiona wraz z Syriuszem siedzieli w gabinecie dyrektora...
- A więc Panno Granger, Panie Black - najwyraźniej stwierdził ,żeby nie mówić do nich po imieniu - jak wiecie za tydzień odbędzie się bal z okazji pozbycia się z tej szkoły profesor. Tricklowely* [*=jakaś tam Ubridgopodobna pani, ucząca jakiegoś tam przedmiotu :)] A KAŻDY uczeń bez wyjątku MUSI pójść z osobą towarzyszącą, a więc wy pójdziecie RAZEM.
- NIE ZGADZAM SIĘ! - Hermiona zerwała się z krzesła - ZA NIC W ŚWIECIE NIE PÓJDĘ Z BLACKIEM!!!
- Panno Granger, pójdzie pani z panem Blackiem ,a moja decyzja nie zostanie zmieniona. - rzekł dyrektor
- Świetnie - syknęła po czym wyszła z pomieszczenia po drodze zaklęciem niszcząc parenaście instrumentów ,a na koniec trzaskając drzwiami
- Ma ona charakter - stwierdził Syriusz
- Pokaż się z jak najlepszej strony, Syriuszu jeśli tak Ci na niej zależy
- Oczywiście, dyrektorze - odpowiedział
Tydzień minął Hermionie zbyt szybko jak na myśl ,że na bal idzie ze swoim najgorszym wrogiem.
- Hermiona! Łapa czeka! - popędzał wybrankę serca przyjaciela James Potter - Hermiona! Idź wreszcie do Łapy! HERMIONA!!! Hermiona, Łapa na Ciebie czeka! Idź wreszcie dziewczyno! WYŁAŹ Z TEJ PRZEKLĘTEJ ŁAZIENKI!!!
Nareszcie w drzwiach pojawiła się Granger. James Potter nawet nie widział jaki kolor sukni miała ,bo wpatrzony był w inną istotę. Przed nim stanęła Lily Evans, jego bogini ubrana w piękną niebieską suknię.
Hermiona wybiegła z Pokoju Wspólnego na korytarz przed portretem Grubej Damy gdzie czekał na nią Syriusz Black. Czarnowłosy podał jej ramie ,które przyjęła poczym szepnął: Pięknie wyglądasz Hermiono.
- Dziękuje - odpowiedziała brązowooka
Black poprowadził ją Wielkiej Sali, po czym do jednego ze stolików. Usiadła ,a sam Syriusz poszedł po coś do picia, w jego wypadku Ognistą Whiskey w jej czerwone wino. Black jednak bardzo ją zaskoczył gdy zobaczyła go z dwoma kieliszkami pełnymi rubionwego płynu-wina. On i czerwone wino, to jak Lily z Potterem! No ,ale fakt Evans i James byli tutaj razem.
Przetańczyła z Blackiem cały bal ,aż w końcu zaproponował aby poszli się przejść. Zgodziła się. Wyszła wraz z Syriuszem, Blackiem nie wiedziała już jak go ma nazywać.
- Blac...
- Syriusz - przerwał jej
- Chyba czytasz mi w myślach - roześmiała się
Nie wiedziała czy to alkohol sprawił ,że w towarzystwie Bla... Syriusza czuła się wspaniale czy może działo się to za sprawą uczucia kryjącego się wgłębi jej serca. Ciekawe czy on czuje to samo? Nie, nie na pewno nie! On zakochany w niej? Chyba ten alkohol naprawdę źle na nią wpływa. Ba, nawet bardzo źle skoro sądzi ,że zakochał się w niej mężczyzna ,który jak stwierdziła Lily może mieć każdą. A może jednak? Nie Hermiono, on Cię nie kocha! Ogarnij się dziewczyno! On może mieć każdą i na pewno nie wybierze ciebie!
Black chyba naprawdę czyta jej w myślach ,bo po chwili powiedział:
- Kocham Cię Hermiono
Ale ona stwierdziła ,że to puste słowa spowodowane winem ,które pili.
Przeprosiła go po czym udała się do Pokoju Wspólnego Gryffindoru i poszła spać.
{Następnego dnia...}
Hermiona obudziła się wczesnym rankiem. O dziwo Blacka nie było.
- Pewnie nie wrócił do wieży Gryffindoru na noc - pomyślała
Szybko wzięła prysznic i ubrała zielony top, jeansy i ulubioną różową bluzę po czym udała się do pustego pokoju wspólnego. Jednak pomyliła się, salon nie był pusty. No może nie do końca, co prawda nie było w nim nikogo ,ale cały był ozdobiony ,jakby na walentynki. Ale był maj! Ostatecznie jej wzrok powędrował na ścianę obok Tablicy Ogłoszeń. Był tam złocisty napis: Kocham Cię, Hermiono. Syriusz
- On naprawdę się upił - stwierdziła na głos
- Szkoda ,że tak sądzisz - usłyszała smutny głos za plecami
Odwróciła się ,ale Black już wybiegał z na korytarz.
- Black! - krzyknęła wybiegając za nim - nie poskutkowało - BLACK! Syriuszu! - Dopiero teraz stanął jak wryty na środku korytarza, dziewczyna podbiegła do niego chcąc coś powiedzieć ,ale on odezwał się pierwszy:
- Zapomnij o tym - powiedział po czym pognał korytarzem i zniknął brązowookiej z oczu.
- Kurwa - zaklęła idąc do pokoju wspólnego gryfonów
- Co się znowu stało, Hermi? - Lily Evans usiadła obok niej
- To się stało - powiedziała załamana wskazując na Tablicę Ogłoszeń gdzie nadal było wyznanie miłości. Lily spojrzała się na Hermione zdziwionym spojrzeniem ,a Granger opowiedziała jej co się stało.
- Zaraz wracam - powiedziała rudowłosa znikając za drzwiami dormitorium chłopców skąd po chwili wyłoniła się ciągnąc za sobą zaspanego Potter'a.
- James, przykro mi ,że to powiem ,ale twój najlepszy przyjaciel to dupek - zawyrokowała Hermiona
- Co Syriusz znowu zrobił? - zapytał czarnowłosy
Hermiona wspomagana przez Lily szybko streściła James'owi sytuację.
- Hermiono, przykro mi ,że to powiem ,ale twoje serce należy do kretyna - powiedział Potter - Już nawet Glizdogon był by bardziej dojrzały od Łapy.
Po chwili towarzystwo ryknęło śmiechem.
- Nie idziemy na lekcje - stwierdziła Lily
- Co?! - Rogacz wyglądał jakby połknął muchę
- Nie idziemy na lekcje - powtórzyła Evans'ówna
- Świat się kończy - stwierdził potter
- Czemu? - zdziwiła się Hermiona
- To ,że Syriusz to kretyn to wiem od dawna. Ale z tą tutaj dzieje się coś bardzo złego - powiedział James wskazując na rudowłosą
- Nic się ze mną nie dzieje - powiedziała Lily wzruszając ramionami
- a dlaczego nie idziemy...
- Rogaczu...Rogaczu czy ty się na mózgi z Peterem zamieniłeś?! - zapytała Lily
- Eee...
- Łapa musi zobaczyć co utracił - powiedziała Evans wskazując na Mione
- eee... no dobrze... ale co ja mam zrobić?
- Ty będziesz pilnował Blacka podczas gdy ja zrobię Hermione na bóstwo ,a następnie niby przypadkiem na siebie wpadną... Pamiętaj NIE spuszczaj oczu z Łapy - wyjaśniła Lily ciągnąc za rękaw Hermione
I tak plan Lily Evans pt: ,,Jak złapać Syriusza Black'a w sidła'' wszedł w życie.
Hermiona ubrała się w sukienkę pożyczoną od Evas'ówny, poczym Lily umalowała ją tak ,że gdy natknęły się na Lupina ten zwiał jak najszybciej.
Ostatecznie przybiegł zziajany Rogacz:
- Łapa... idźcie na błonia... przyprowadzę...Łapę - wydyszał
- A więc idź na błonia Mionka. Powodzenia - powiedziała Lily delikatnie popychając brązowooką Hermione
Panna Granger wyszła z zamku, poczym usiadła na błoniach, oczekując James'a wraz z Syriuszem. Nie musiała czekać długo ,bowiem już po chwili usłyszała głos Potter'a i Black'a:
- James, Ty oszalałe..
- Cicho, Łapo.
James popchnął Syriusza w stronę gdzie stała Panna Granger. Black zamarł wpatrując się w nią jakby zobaczył anioła. I w pewnym sensie tak było.
W jednej chwili Black przeprosił dziewczynę w drugiej zaś trzymał ją roześmianą w ramionach.
Od tego dnia Syriusz i Hermiona byli razem ,kiedy za przyszedł czas rozstania Panna Granger poszła do gabinetu Dumbledore'a
- Dyre...
- Nie chce pani wracać panno Granger? - domyślił się
- Chce zostać przy Syriuszu
- Wie pani co się stanie?
- Tak
- Nigdy nie pozna...
- Wiem, na Merlina dyrektorze przerabialiśmy to już tysiąc razy!
- Dobrze więc, a to - rzekł dyrektor wskazując na zmieniacz czasu - może się jeszcze przydać
__________________________
BONUS:
Suknia na bal i naszyjnik Lily Evans
+ szpilki w tym samym kolorze
Suknia na bal Hermiony
+ szpilki w tym samym kolorze
A tu suknia w której Miona poszła do Łapy + szpileczki w tym samym kolorze i naszyjnik Lily (komentarz aut ( nie dodany w miniaturce)).
Brązowowłosa dziewczyna szła szybkim, upartym krokiem w kierunku Zakazanego Lasu. Usiadła na drzewie. Rozpamiętując chwile spędzone z mężczyzną jej życia. Przypomniała sobie ich rozmowę: - Hermiono, wyjeżdżam na praktyki - powiedział beznamiętnie ,a jego czarne oczy były utkwione w jej brązowych - Ale... ja nie mogę opuścić Hogwartu - zaprotestowała - Nie mogę wyjechać. - Jadę sam. Do Francji - wyjaśnił - Kiedy? - Za tydzień - Na jak długo? - Cztery lata - Ale... jak...Ty..to...sobie wyobrażasz? Ja w Anglii, Ty w Paryżu, we Francji - Tak, będzie lepiej - odrzekł - Znajdziesz sobie kogoś, jesteś piękną, mądrą młodą kobietą - Czy ty... - Tak Granger, właśnie z tobą zerwałem.
Jak on mógł?
Na zawsze razem.
Na zawsze przy sobie.
Ale on odszedł.
Zostawił ją.
Nie chce jej.
Powiedział to.
,,Tak Granger...''
To zabiło część jej.
Zostawiło na sercu ranę.
Ranę ,która się nie zagoi.
Wiedziała to koniec, pogodziła się z tym.
Zaakceptowała rzeczywistość.
Ale chciała jeszcze raz zobaczyć jego czarne oczy.
Usta szepczące jak bardzo ją kocha.
Spojrzenie pełne miłości.
Chciała słyszeć bicie jego serca.
Bijącego dla niej.
Wtulić się w jego czarne, aksamitne szaty
Powiewające na wietrze.
Zeskoczyła z drzewa wbijając spojrzenie w Zakazany las.
- Hermiono...
Odwróciła się, a jej serce zatrzepotało z radości ,ale twarz nie wyrażała emocji. Uczyła się od mistrza.
- Tak? - zapytała głosem beznamiętnym jeszcze bardziej od jego kiedy mówił o wyjeździe
- Kim jesteś i co zrobiłaś z dawną Hermioną Jane Granger? - zapytał
- O co chodzi PANIE PROFESORZE? - postawiła nacisk na dwóch ostatnich słowach
- Hermiono, ja Cię przepraszam. Nie powinienem... Zrozumiałem ,że jesteś dla mnie najważniejsza na świecie. Przepraszam. Wybaczysz mi?
- Daj kawę, to Ci wybaczę - mruknęła ziewając i jednocześnie całując mistrza eliksirów w policzek
- Wpadniesz do mnie? Mam kawę - powiedział roześmiany
- Stoi Panie Snape - pisnęła i już jej nie było.
Severus udał się do swoich komnat gdzie zastał gryfonkę sączącą zwykłą kawę ,ale dla niej boski napój.
Pierwszy raz pisałam tak pokręconą miniaturkę.
_______________________________________________________________________
- Profesorze Dumbledore czy to jest konieczne?
- Tak panie Weasley, jak najbardziej - odpowiedział dyrektor z uśmiechem
- Minervo, czas mu zabrać te dropsy zanim padną mu na mózg - Siedzący nieopodal Snape zwrócił się do opiekunki Gryffindoru
- Za późno, Severusie. Już jest za późno - odpowiedziała niezmiernie poważnym tonem
- Ale czy Hermiona musi...
- W tej sprawie to ja mam najwięcej do powiedzenia, Ronald! - syknęła Granger'ówna
- Tak i nie tylko Panna Granger, ale również Pan, panie Weasley, Pan Potter i Panna Weasley, Pan Longbottom również - wyrecytował Albus Dumbledore, z uśmiechem odwijając kolejnego cytrynowego dropsa - Dropsa Severusie?
- Albus, Ty cholerny dropsoholiku! - Snape nie mógł uwierzyć ,że dyrektor Hogwartu uzależnił się od... cytrynowych dropsów.
- Profesorze Snape odejmuje Slytherin'owi 20 punktów za pana zachowanie - mruknęła Granger z uśmiechem
- Granger, dodaje Slytherinowi 50 punktów za głupotę uczniów tego domu - syknął Snape
- Odejmuje ślizgonom 150 punktów za to ,że ich opiekunem jest pan - odparowała Hermiona
- Odejmuje Gryffi...
- Severusie, Panno Granger nie sądzę ,że kontynuacja tej nużącej kłótni jest konieczna - przerwał Dumbledore - Do rzeczy, Minervo czy masz to o co prosiłem?
- Oczywiście, Albusie - odrzekła opiekunka domu lwa podając dyrektorowi kosz z wikliny
- Dziękuje. Proszę teraz abyście dobrali się w pary. Opiekun wraz z osobą ,która potrzebuje ochrony. - rzekł dyrektor
Wszystkie pięcioro par oczu zostały wycelowane w Lupina, siedzącego do tej pory cicho.
Wszyscy chcieli trafić pod opiekę Remusa bądź samego dyrektora. Zaś nikt nie spojrzał nawet na Snape'a, McGonagall i Malfoy'a.
Oczy wilkołaka szukały zaś pomocy u dyrektora.
- Ustawcie się parami - polecił Dumbledore
Nikt nie drgnął, spojrzenia pięciorga par oczu nadal tkwiły w Lupinie.
- Parami - powiedział dyrektor
Pięcioro osób jednocześnie znalazło się przy wilkołaku.
- Parami - dyrektora wyręczyła sroga opiekunka domu lwa
Neville, Harry, Hermiona, Ron, Ginny, Lucjusz i Severus wlepili błagalnie spojrzenie w Lupina. Wargi Snape'a i Malfoya wyszeptały bezgłośnie: weź ich.
- Skoro nie chcecie spojrzeć na inne osoby niż Remus. Przykro mi ,ale wydzielę pary - powiedziała McGonagall. - Panna Granger i Lucjusz Malfoy - Hermiona z ociąganiem podeszła do Malfoya - Pan Weasley, do mnie - Ron z jeszcze większą niechęcią ustawił się obok opiekunki swojego domu - Panna Weasley i Severus Snape - wyczytała co obie osoby skwitowały jękiem i wrogim spojrzeniem na McGonagall - Harry Potter, do dyrektora - Harry podszedł do Albusa Dumbledore'a - i Longbottom z Remusem - Neville był w świetnym humorze gdy okazało się ,że jest z Lupinem ,ale jego humor się pogorszył gdy spojrzał na udręczone twarze Hermiony, Rona i Ginny.
- Minervo, muszę? - zapytali jednocześnie Snape i Malfoy
- Tak, musicie. Remus nie może przygarnąć pod swoje skrzydła trójki osób ,bo wy nie jesteście tym zadowoleni. Poza tym kto w Malfoy Manor będzie szukał Her...
- szlamy - dokończyła za opiekunkę swego domu Hermiona
- Nie to powiedziałam, Panno Granger - sroga opiekunka Gryffindoru utkwiła swoje spojrzenie w Hermionie
- Ale to miała pani na myśli - skwitowała gryfonka
- Każda z par weźmie jednego z tych tutaj - polecił Dumbledore wskazując na koszyk przyniesiony przez McGonagall.
W środku były cztery feniksy, każdy z nich miał na szyi wisior w różnych kolorach: niebieskim, zielonym, czerwonym i żółtym.
Hermiona w ciągu sekundy wzięła na ręce tego z zielonym wisiorkiem.
- Granger, zostaw tego feniksa - polecił nietoperz
- Nie
- Czemu?
- Bo byłam pierwsza niech pan pozwoli wybrać Ginny
- Twoje niedoczekanie - warknął Snape biorąc na ręce feniksa z niebieskim wisiorem
- Severusie, każda para bierze JEDNEGO feniksa - powiedział z uśmiechem dyrektor - A Panna Weasley już wzięła jednego
Snape spojrzał na wiewiórę i feniksa siedzącego na jej ramieniu.
- Weasley, odłóż feniksa
- Nie
- Odłóż go
- Nie
- Tak
- Nie
- Tak
- Czemu?
- Bo ten ,którego trzymasz ma czerwony wisiorek
- I tak ma być. Nie lubię niebieskiego - Ginny wzruszyła ramionami
- Severusie, Panna Weasley wybrała feniksa za Ciebie więc z łaski swojej oddaj mi tego z niebieskim wisiorkiem - McGonagall zwróciła się do Snape'a ,który z wielkim ociąganiem podał jej ptaka spoczywającego na swoich rękach.
Lupin wziął ostatniego z żółtym wisiorkiem na którym po chwili pojawił się napis: Remus John Lupin, Neville Longbottom. Wszyscy spojrzeli na swoje feniksy, na których pojawił się podobny napis.
- Niech każda z par złapię się za ręce - polecił Dumbledore - poczym wypowiedzcie gdzie chcecie się udać.
Potter złapał za ramie Dumbledore'a, Ron chwycił rękaw McGonagall ,która po chwili strząsnęła jego palce z rękawa i złapała go za rękę, Lupin uśmiechnął się pokrzepiająco do Neville'a poczym położył mu rękę na ramieniu, Snape złapał Ginny za rąbek rękawa, ta jednak wyszeptała mu do ucha: nie zjem cię poczym ku niezadowoleniu nietoperza złapała jego rękę, został tylko Lucjusz i Hermiona.
- Ja nie gryzę - mruknęła Hermiona
- Skąd mam wiedzieć? - zapytał ,ale złapał ją za rękę
Po chwili każdy z obecnych zniknął, każdy oprócz samego Dumbledore'a i Potter'a.
- Co się, stało panie dyrektorze? - zapytał Harry
- Nic, po prostu my mieszkamy tutaj. Sypialnia po lewej dla Ciebie Harry - odpowiedział z uśmiechem dyrektor poczym zniknął za drzwiami ,których Harry nigdy nie zauważył
* * *
- Granger, to Twoja sypialnia - Lucjusz Malfoy niedbałym ruchem ręki omiótł pomieszczenie - Możesz korzystać z biblioteki i jadalni, nie możesz wchodzić do kuchni i mojego gabinetu, oraz mojej sypialni, możesz korzystać tylko z łazienki połączonej ze swoją sypialnią.
* * *
- Weasley! Twoja sypialnia! - warknął Snape wskazując na drzwi ze złotą klamką - Nie waż się...
Ale Ginny już nie słyszała słów mistrza eliksirów, zniknęła bowiem w swoim nowym lokum.
* * *
- Panie Weasley, tu będzie pan spał. - powiedziała opiekunka Gryffindoru - Może pan wyjść na dwór potrenować grę w Quidditch'a ,ale tylko w obrębie ogrodzenia domu. Nie będzie mnie przez cały jutrzejszy dzień.
* * *
- Neville, to twój pokój. Korzystaj z domu do woli. Tylko omijaj, proszę piwnicę. - ostrzegł Lupin. - Będę tam tylko w pełnie, a chyba wiesz co się stanie jeśli tam wejdziesz, prawda?
* * *
Po dwóch tygodniach w Malfoy Manor Hermiona przyzwyczaiła się do panującego rytmu dnia. Usłyszała hałas dobiegający z gabinetu Malfoya. Bez wahania weszła do środka. Zobaczyła blondyna ubranego w szaty śmierciożercy.
- Co ty tu robisz? - zapytał zimno Malfoy
- Stoję
- Dlaczego tu jesteś?
- Gdyby pan niemal nie przewrócił szafy na pewno by mnie tutaj nie było - odparła z uśmiechem
- WYNOCHA!!!
Hermiona z uśmiechem opuściła pomieszczenie.
- Co jak, co ale wnerwiać to ja go lubię - pomyślała Panna Granger
* * *
Ginny Weasley z pogodnym uśmiechem zaczarowała mieszkanie Snape'a w taki sposób ,że za każdym razem gdy do niego wszedł w inny sposób niż na jednej nodze rozlegał się głos: Slytherin do bani, Gryffindor wspaniały!
- Weasley, ja cię skrzywdzę!!! - wydarł się mistrz eliksirów
- Nie może pan - odpowiedziała rudowłosa
- Racja, cholerne zaklęcie, cholernego dropsa
- Dropsa?
- Dumbledore'a
* * *
Dzień bitwy ostatecznej zbliżał się nie ubłaganie, a Ginny, Hermiona, Harry, Neville i Ron byli coraz bardziej zdenerwowani. Dumbledore nie pozwolił walczyć dziewczynom, co bardzo je zezłościło.
- Cholerny Drops! - warknęła Ginny
- Cholera, chyba muszę umyć uczy - mruknął Snape nie wierząc ,że gryfonka nazwała dyrektora ,,cholernym dropsem''.
- To umyj!!
* * *
Z dnia na dzień Lucjusz Malfoy wracał coraz bardziej poraniony i zdenerwowany. Pewnego dnia Hermiona postanowiła sprawdzić co tak bardzo rani blondyna. Rzuciła na siebie zaklęcie kameleona poczym złapała Malfoy'a za rąbek szaty tak ,żeby tego nie odkrył. Po chwili ogarnęła ją ciemność. Znajdowała się w hollu, jakiegoś dworu. Wokół niej pojawili się śmierciożercy.
Voldemort zaczął przemowę ,której Panna Granger nie słuchała. Po jakiejś godzinie śmierciożercy zniknęli, zostali tylko: Voldemort, Bellatrix, Lucjusz i ona sama.
- Lucjuszu, wyjdź - polecił Czarny lord
- Oczywiście, panie - Malfoy skłonił głowę poczym ,,skierował się do wyjścia''
W rzeczywistości skrył się za jednym z filarów poczym rzucił na siebie to samo zaklęcie ,którego użyła Hermiona. Granger nie mogła już polegać na blondynie.
- Bello... - mruknął Voldemort całując Lastrange
Hermiona mimowolnie się skrzywiła.
- Nie ładnie podglądać Lucjuszu. Crucio! - Riddle nadal nie przestawał całować Bellatrix
Zaklęcie Voldemorta trwało nadal. Dopiero po około 15 minutach Tom cofnął zaklęcie.
~*~
{Pięć lat później}
17 czerwiec
Drogi Pamiętniku! Obchodzę czwartą rocznicę ślubu! Lucjusz oczywiście o tym nie pamięta. Ale pomimo wszystko jestem szczęśliwa. To dziwne małżeństwo, tak jak dziwny był ślub. Wyszłam za Lucjusza w wielkiej sali, zaraz po bitwie... Wraz z Ginny i Luną siedziałam w SS i opatrywałam rannych gdy nagle wbiegł auror: - To koniec. Potter zabił Voldemorta - powiedział poczym wybiegłam do wielkiej sali. Nikomu nic się nie stało. No może... nie jednak nie nikomu, ucierpiały cztery osoby: Ja, Ginny, Lucjusz i Snape. Lucjusz: oświadczył mi się na środku wielkiej sali od razu po bitwie. Ja: zgodziłam się ,a to już świadczy o mojej chorobie psychicznej. Ginny: zakochała się w Snapie, a Snape: on oświadczył się rudowłosej na moim ślubie. Moje życie jest pełne niespodzianek.Jestem szczęśliwa z tym aroganckim mężczyzną jakim jest Lucjusz. Ale najważniejsze ,że kocha mnie i nasze dzieci: Elieen Jane, Mili Ginny, Harry'ego Lucjusza i...(ale to niespodzianka! Lucjusz dowie się o tym dopiero pod wieczór!) małą Hermionę Lunę. Jestem szczęśliwa! Hermiona Jane Malfoy dnia: 17 czerwca 2002 roku
Ginny Weasley wraz ze swoim bratem-Ronem i chłopakiem-Harrym Potterem siedziała w kafejce Pani Kattins.
- Czemu nie ma Miony? - zapytał Ron
- Powtarzam Ci poraz kolejny jest ze swoim chłopakiem! - warknęła rudowłosa
- Z kim?! - zapytał rudzielec
- Z osobą ,którą kocha - odpowiedziała wymijająco
- Z kim?!
- Nic więcej Ci nie powiem - syknęła Ginny
- Gin, Miona to nasza przyjaciółka mamy prawo wiedzieć. Chcemy ją chronić - powiedział wybraniec
- Z Tomem - powiedziała rudowłosa
- Z jakim Tomem? - zapytał Ron - Ginny czy Ci chodzi o...
- Tak chodzi mi o Riddle'a! - syknęła Weasleyówna
- Ona nie może z nim być! - zbulwersował się Ronald
- I Ty jej niby zabronisz? - Ginny prychnęła
- Ona nie może z nim być! Nasza przyjaciółka z Voldemortem?! - krzyknął rudzielec
- Ona kocha Toma, zrozum to wreszcie! - powiedziała rudowłosa
- ,,Toma''?! - Ron nie wytrzymał
- Tak Toma, on ma na imię Tom! - wykrzyknęła Ginny
- To Voldemort i koniec kropka - warknął rudy przyjaciel wybrańca
- Nazywaj go jak chcesz on i tak ma na imię Tom - Ginewra wzruszyła ramionami
- Hermiona nie jest już moją przyjaciółką - stwierdził Ron
- Jak możesz się od niej odwrócić tylko z tego powodu ,że zakochała się w innym mężczyźnie?! - zapytała z niedowierzaniem Ginny
- Tak jak ona odwróciła się ode mnie gdy dowiedziała się ,że jest z Lav - mruknął na swoją obronę
- Ona nie odwróciła się od ciebie po tym jak dowiedziała się ,że jesteś z Brown tylko po tym gdy zerwałeś z nią wykrzykując: ,,jesteś nic nie wartą szlamą'' albo ,,Nie zamierzam tracić czasu na tak stukniętą szlamę''. - stwierdziła rudowłosa wychodząc - Żegnam Ronald!
Ginewra Weasley długo spacerowała uliczkami na ul. Pokątnej. {w tym samym czasie, posiadłość Riddle'ów...}
- Myślisz ,że już wiedzą? - zapytała brązowooka
- Zapewne tak - odpowiedział człowiek znany jako ,,Czarny Pan''
Teraz jednak ów mężczyzna w niczym nie przypominał Lorda Voldemorta. Miał brązowe włosy i tego samego koloru oczy.
Tom Marvolo Riddle odzyskał dawny wygląd niszcząc horkruksy.
- Pamiętasz jak się poznaliśmy? - zapytała Hermiona
- Tak pamiętam - Riddle parsknął śmiechem - Tego dnia nie zapomnę do końca życia.
- Tak, i pomyśleć ,że zostaliśmy parą - brązowooka zaśmiała się razem z Riddle'm.
- I pomyśleć ,że zniszczyłem horkruksy za sprawą jednej gryfonki ,która skradła mi serce - podsumował osuwając się we wspomnienia
- Tak. To również pamiętam - potwierdziła i z uśmiechem pocałowała ,,Tego-którego-imienia-nie-wolno-wymawiać''
- Przez ciebie straciłem reputacje zimnego mordercy - mruknął
- Tak. I zapomniałeś dodać śmierciożerców i zwierzątko - uzupełniła
- Zwierzątko? - zdziwił się
- wąż - podpowiedziała
- Nagini - szepnął uśmiechając się
- Kupie Ci węża na boże narodzenie jeśli obiecasz ,że nie będzie on horkruksem - powiedziała gryfonka wiedząc ,że jej ukochany tęskni za wężem - I nie będzie spał z nami
- Dobrze obiecuje nie będzie horkruksem, ale co do drugiego to się zastanowie - powiedział ,a widząc przerażone spojrzenie swojej dziewczyny sprostował - jakie posłanie mu kupić.
- Tom! - burknęła dziewczyna
- Tak mam na imię - mruknął z uśmiechem
- Marvolo!
- tak się nazywał mój dziadek - kolejny rozbrajający uśmiech
- Riddle! - zakończyła z mściwym uśmiechem
- Tak będziesz się nazywać - mruknął klękając przed Hermioną - Hermiono Jane Granger czy zgodzisz się zostać Panią Riddle? - zapytał
- Czekaj...muszę się zastanowić - odpowiedziała poważnie ,a widząc zmartwione spojrzenie Toma dodała - Tak.
- Osz ty wredna! Należy Ci się Cruciatus - mruknął całując narzeczoną
- Za te oświadczenie zostaniesz zamordowany we własnym łóżku - mruknęła oddając pocałunek
Ich przekomarzanie przerwał dzwonek do drzwi.
- Kto? - zapytał Tom
- Ron, Harry, Ginny, Fred, George...
- Tych to ja lubię - mruknął na wieść o bliźniakach
- Percy, Charlie... wszyscy Weasleyowie - jęknęła - Luna i Flegma.
- Siadaj ja to zrobię - rzekł Riddle
- Nie! Zachowuj się - warknęła patrząc na narzeczonego spojrzeniem godnym bazyliszka - Proszę, wejdźcie do salonu - gestem zaprosiła gości do środka
- Hermiono co on tu robi? - zapytał Ron widząc Riddle'a
- Siedzi. Jak Ci nie pasuje to wyjazd! - warknęła Granger celując różdżką w swojego przyjaciela
- Herm, uspokój się - mruknęła Ginny odciągając przyjaciółkę od brata - jeśli będzie nie miły mama obiecała ,że go zabije ...na Naszych oczach - dodała
- Proszę usiądźcie - powiedziała Miona wskazując na stół godny jadalni w domu Blacków
- Hermionko jak to się stało ,że Ty i... - Molly Weasley nie wiedziała jak nazwać "Voldemorta" aby nie urazić Panny Granger
- Tom - podpowiedział Riddle
- ...Tom jesteście razem? - dokończyła Molly
- Długa historia - odpowiedziała wymijająco brązowooka
- Nie nalegam - powiedziała pani Weasley
- Miona... - mruknął Potter przytulając przyjaciółkę
- Nie jesteś zły? - zapytała zdziwiona Granger
- Że jesteś z mężczyzną ,którego kochasz? Nie. - odpowiedział wybraniec z uśmiechem
- Cieszę się - odpowiedziała brązowowłosa odwzajemniając uśmiech
- To Wy sobie pogadajcie ,a ja porywam tych tutaj - powiedział Riddle spoglądając na Panią Weasley ,a rękoma wskazując na bliźniaków.
- W takim razie ich porwij - rzekła Molly Weasley z uśmiechem
- Ale jeśli wysadzicie połowę domu to Ciebie zamorduje we własnym łóżku - zagroziła Hermiona
- Czy Ty mi grozisz, kobieto? - zapytał z udawanym gniewem
- Nie grożę, tylko ostrzegam - powiedziała z uśmiechem - No już znikajcie - pogoniła Toma i bliźniaków do specjalnego pokoju-rupieciarni gdzie Riddle przesiadywał z bliźniakami.
- Więc? Napewno nie jesteście źli? - zapytała niepewnie Miona
- Nie, nie jesteśmy - zapewnili ją wszyscy obecni
- A ty? - zwróciła się do Rona
- Ja...nie wiem - rudzielec spuścił głowę
- Hermiono jak mamy się do NIEGO zwracać? - zapytał Harry
- Tom chyba ,że chcecie zginąć wtedy Riddle - odpowiedziała z uśmiechem
- Dobra - odpowiedział Potter - Niech będzie Tom, chociaż nazywanie osoby ,której przez całe życie się nienawidzi, Tomem będzie trudne.
- Uda Ci się - powiedziała z uśmiechem
- My uciekamy. Fred! George! - powiedziała Pani Weasley - Fredzie i George'u Weasley ostrzegam ,że jeśli natychmiast nie znajdziecie się na zewnątrz nigdy więcej tu nie przyjdziecie!!! - tym razem bliźniacy posłuchali, jak torpedy znaleźli się obok rodzicielki.
- Do widzenia Hermiono, Tomie - Molly i Artur Weasleyowie kiwnęli głową na brązowooką i Riddle'a
- To cześć Miona - powiedział wybraniec podchodząc do przyjaciółki - Żegnaj Tom
- Ta, cześć - mruknął Ron
- Pa Mionka - rudowłosa Ginny uściskała przyjaciółkę - Wpadnę jutro. Pa Tom!
Tak zdecydowanie Ginny, Fred i George mają najlepszy kontakt z ukochanym Panny Granger.
- Narka Hermiono, Pa Tom! - wykrzyknęli bliźniacy
- Tak, do widzenia - powiedzieli Bill, Charlie i Fleur
Perfekt Nadęty jak nazywali Percy'ego bliźniacy kiwnął głową poczym wyszedł.
- Ginny! - zawołał Riddle do najmłodszej latorośli Weasleyów
- Tak?
- Mogę Cię o coś poprosić? - zapytał
- Tak.. - odpowiedziała
- Nie przyprowadzaj tutaj swojego przygłupiego brata chyba ,że to konieczne
- Którego? - zapytała - Percy'ego czy Rona?
- Najlepiej przychodź tylko z tymi dwoma - powiedział z uśmiechem spojrzeniem wskazując na Freda i George'a
- Da się załatwić - mruknęła opuszczając salon wraz z rodziną
Hermiona Jane Granger została z Tomem Marvolo Riddle'm.
- Wiesz co kochanie - zaczął Riddle do Hermiony
- Tak? - zapytała
- Najbardziej lubię tą Twoją wiewiórkę i psotników - powiedział
- Wiewiórka to Ginny ,ale psotników...czekaj masz na myśli bliźniaków? - domyśliła się
- Tak - potwierdził - Fred'a i... George'a.
- Tak - powiedziała całując ukochanego w szczękę
- Kotek... - zaczął
- Hmm?
- Potter nie jest taki zły ,ale rudego nie toleruje - mruknął
- Którego rudego? - zapytała
- Małego, wrednego rudego zgreda
- Rona?
- Tak i nie lubię jeszcze Nadętego
- Percy'ego? - zapytała ze śmiechem
- Mhm.. - mruknął całując narzeczoną
- Masz Ty pomysły - powiedziała roześmiana - Wiesz co muszę Ci coś dać. - dodała kierując się do szafki.
Hermiona ku wielkiemu zdziwieniu Toma wyciągnęła z niej dawnego horkruksa Voldemorta!
- Nagini - szepnął Tom zachwycony głaszcząc główkę węża- Hessa Sehha Sehhessaha - syknął Riddle
- Co jej powiedziałeś? - zapytała Hermiona
- Żeby położyła się o tam - powiedział wskazując na węża leżącego pod malutkim stoliczkiem - Hermiono. Dziękuje.
- Nie ma za co panie Riddle - powiedziała Hermiona naśladując głos Flitwicka
- Moja Panna-Wiem-To-Wszystko - mruknął całując Pannę Granger
- Twoja - szepnęła zachwycona
[MUSIC]<----||30 Seconds to Mars - Hurricane||
____________________________________________________________________ - To koniec. Wybacz, proszę. Żegnaj Hermiono - Dracon szepnął do ucha śpiącej Hermiony.
- Co?! - brązowooka siedziała na łóżku patrząc się zdezorientowanym wzrokiem na blondyna
- Znudziłaś mi się Granger - warknął wściekły blondyn - Zaczynam nowe życie bez ciebie i tej budy. - dodał wychodząc z jej pokoju.
Panna Granger wybiegła za Malfoyem ,ale on zamykał już kufer.
- Nara ,Granger - powiedział wynosząc się z jej pokoju ,ale nie z serca.
- Silencio! - wykrzyknęła poczym usiadła na kanapie.
Nie próbowała nawet wycierać łez.
- A obiecałeś ,że mnie nie zostawisz - wyszeptała - Obiecałeś ,że mnie nie zranisz. Malfoy Ty pieprzona fretko! Stłukłeś moje lustro ideałów. - szeptała z frustracją patrząc na drzwi ,za którymi zniknął Dracon
- A..accio... pergamin - powiedziała pomiędzy łzami.
Napisała list do profesor McGonagall ,że nie jest w stanie przyjść na lekcje przez co najmniej dwa dni.
Po czym podała list Krzywołapowi ,aby ten zaniósł go do opiekunki Gryffindoru. Kot zniknął za drzwiami tak jak uprzednio zrobił to Malfoy. Hermiona ponownie zaniosła się łzami. Jakieś 15 minut później wrócił Krzywołap z odpowiedzią. Brązowowłosa drżącymi rękoma wyjęła list z koperty i odczytała:
Droga Panno Granger!
Oczywiście zwolnię Panią z lekcji. Proszę jednak ,aby wytłumaczyła mi Pani powód tej nieobecności. Jeśli czegoś Pani potrzebuje ,proszę dać mi znać. Mam tylko nadzieję ,że to nie przez Pana Malfoya nie może Pani uczestniczyć w zajęciach.
Z poważaniem
Ponownie przywołała pergamin aby napisać odpowiedź:
Szanowna Pani Profesor!
Powodem mojej nieobecności na zajęciach jest złamane serce, co skutkowałoby brakiem skupienia na zajęciach. Uprzejmie proszę o rzucenie zaklęcia Colloportus Maxima na mój pokój. Z góry dziękuje.
Hermiona Granger
Ponownie dała list kotu ,a on ponownie zniknął za drzwiami. Ponownie czekała na odpowiedź. Ponownie drżącymi rękoma wyjęła list z koperty.
Droga Panno Granger!
Zaklęcie zostało rzucone. Proszę przyjść do mojego gabinetu.
Z poważaniem
Hermiona otarła łzy poczym ruszyła do gabinetu opiekunki Gryffindoru. Z duszą na ramieniu zapukała do gabinetu profesorki transmutacji.
- W takim razie muszę powiedzieć ,że Pan Malfoy jest ślepym kretynem, który nie zauważa pięknych i mądrych kobiet - powiedziała McGonagall - A więc tak: Niech przyjdzie pani na zajęcia ,kiedy będzie pani mogła, Panno Granger.
- Dobrze... Pani..P..profesor - wyjąkała gryfonka
- Panno Granger, mogę panią zapytać po co prosiła mnie pani o rzucenie Colloportus Maxima?
- J..ja nie chciałam...żeby...Harry...Ron...albo...Ginny...
- Nie rozumiem Panno Granger - przerwała jej McGonagall - Nie chce pani widzieć przyjaciół Dlaczego?
- O...oni nie wiedzieli ,że ja i ...Malfoy...
- Oh - opiekunkę Gryffindoru zamurowało - Hmm... w takim razie poproszę napisać na kartce osoby ,których ma nie obejmować Colloportus Maxima - dodała kobieta podając zapłakanej Gryfonce chusteczkę, pergamin i pióro.
Hermiona otarła łzy, poczym zaczęła pisać. Podała McGonagall pergamin:
Minerva McGonagall
Hermiona Jane Granger
- Panno Granger, czy to ostateczna decyzja? - zapytała McGonagall
- Tak
- Weź sobie ciasteczko - powiedziała psorka ,Hermiona posłusznie wzięła ciastko - Dobrze, w takim razie muszę poprosić nauczycieli o spisywanie prac domowych i zakresu lekcji na kartce. Idź już Panno Granger. Panno Granger, pani nie obowiązuje cisza nocna! - dodała Minerva gdy brązowooka była przy drzwiach.
Hermiona skinęła tylko głową. Wyszła z gabinetu McGonagall. ,,Pan Malfoy jest ślepym kretynem''. To jedno zdanie z wypowiedzi nauczycielki Transmutacji cały czas wracało do Hermiony.
Była 7.30 rano gdy wróciła do pokoju jaki zajmowała z prefektem Slytherinu. Prefektem Slytherinu.
Po chwili do pokoju wparował kot. Patronus opiekunki Gryffindoru. Podszedł do niej poczym przemówił głosem McGonagall: Panno Granger w związku z opuszczeniem stanowiska prefekta naczelnego Slytherinu musimy wybrać nowego. Obecnie jednak nie ma ucznia domu Slytherina ,który zasługiwał by na to miano. Wraz z dyrektorem uzgodniłam ,że obejmie pani stanowisko Prefekta Slytherinu i pozostanie pani prefektem Gryffindoru. Jeśli oczywiście się pani zgodzi. W związku z Pani stanem zostaje pani zwolniona z obowiązków prefektów, ale jeśli będzie pani w stanie niech przyjdzie pani do gabinetu profesora Snape'a. Tymczasowi prefekci naczelni to: Gryffindoru: pan Potter i Slytherinu: Pani Parkinson.
Patronus rozpłynął i po chwili Hermiona została w pokoju sama. złapała za zdjęcia: Malfoy i ona na błoniach. Malfoy i ona ,a na tle Zakazany Las, Ona, Harry i Ron na trzecim roku na tle zakazanego lasu, ona z Malfoyem podczas lekcji opieki nad magicznymi stworzeniami ,aż w końcu jej ulubione: Ze spotkań GD, oni i ich patronusy.
Uśmiechnęła się ,ale po chwili ten uśmiech zbladł. Poszła do łazienki wykąpała się poczym ubrała zielony top, jeansy i ulubioną różową bluzę.
- Dlaczego mi tak na tobie zależy, fretko? - zapytała w pustkę ,ale nie otrzymała odpowiedzi
Smutna Hermiona padła na kanapę, by po chwili z niej wstać. ,,Pan Malfoy jest ślepym kretynem'' to zdanie cały czas chodziło jej po głowie.
- Jesteś kretynem, moja fretko. Obiecałeś ,że mnie nie zranisz, że nie zostawisz, że Ci się nie znudzę, że mnie nie porzucisz - szeptała z frustracją. Spojrzała na zegar. Była lekcja transmutacji. Gryffindoru ze Slytherinem. Hermiona podeszła do kufra gdzie trzymała zdjęcie: Ona i Malfoy obejmujący ją ramieniem, a po chwili obydwoje roześmiani celują w siebie różdżkami.
- Moja fretko - szepnęła w kierunku zdjęcia. - Dlaczego mi to zrobiłeś?
Zebrała w sobie odwagę, poszła w kierunku sypialni Prefekta Slytherinu. Łóżko nie pościelone jak zawsze, w pokoju dało się wyczuć zapach Malfoya. Hermiona podeszła do szafki. Otworzyła szufladę...była pusta, naprawdę pusta. A ona już miała nadzieję ,że Malfoy zostawił jej list, cokolwiek. Ale pomyliła się, pomyliła tak samo jak w przypadku Dracona. Usiadła na jego łóżku.
Wspomnienia wróciły. Siedziała na tym łóżku, w tym samym miejscu. Jedyną różnicę stanowiło to ,że wtedy blondyn obejmował ją ramieniem. Teraz została sama. Po jej policzkach popłynęły łzy.
Łzy prawdziwej miłości. Gdyby pewien blondyn widział te łzy natychmiast by zawrócił. Ale tych łez nie widział nikt. Dziewczyna nie otarła ich. Wstała, wyszła z pokoju nie zamykając drzwi. Pobiegła do sali eliksirów. Do opiekuna domu Slytherina. Do Severusa Snape'a. Nie pukała po prostu zamaszystym ruchem otworzyła drzwi i weszła do klasy. Podeszła do mężczyzny. Z jej ruchów emanowała pewność siebie, a Ślizgoni piątego roku zastanawiali się czy ta dziewczyna nie jest córką Snape'a. Ale nie była. Dziewczyną tą była Hermiona Granger prymuska Gryffindoru. I Snape na pewno nie był jej ojcem.
- Co ty tu...
- Może mi pan podać hasło do pokoju wspólnego Slytherinu? - przerwała mu gryfonka
- Z jakiego powodu? - zapytał ,a gryfonka spojrzała mu prosto w oczy
- Muszę się zobaczyć z Zabinim - odpowiedziała gryfonka
- Po co chce się Pani, panno Granger zobaczyć z Panem Zabinim?
- Z powodu ucznia Slytherinu i przyjaciela Zabiniego - odpowiedziała
- Czy...
- Tak mówię o Malfoy'u! - warknęła zirytowana
- Koniec lekcji!!! - wykrzyknął Snape do uczniów - chodź - powiedział do Hermiony
- Dzięki Granger - szepnął jakiś nieznany z nazwiska ślizgon
- Nie ma sprawy - odszepnęła
- Panno Granger czy może się pani pośpieszyć? - zapytał Snape.
Dopiero teraz brązowooka gryfonka zorientowała się ,że mistrz eliksirów czeka na nią na końcu korytarza. Snape prowadził ją korytarzem. Następnie schodami w dół. Znów korytarzem. Zakręt. Prosto. Ślepy zaułek.
- Czysta krew! - powiedział do ściany, w której ku zdumieniu gryfonki pojawiło się przejście. - Oto pokój Wspólny Slytherinu - gestem zaprosił gryfonkę do środka.
- Zabini! - wydarła się Hermiona gdy tylko mistrz eliksirów znalazł się poza zasięgiem słuchu - Zabini ty skrzacie jeden chodź tu natychmiast!!!
- Co się zmieniło między mną ,a nim? Dlaczego mnie zostawił? Dlaczego wyjechał?
- Granger, on tego nie chciał. Każdy ze śmierciożerców, zostanie zesłany do Azkabanu jeżeli nie znajdą się dowody o jego niewinności, coś co będzie świadczyło o tym ,że jest po stronie dobra.
- Ale Draco...On szpiegował dla Zakonu! Tak jak jego ojciec!
- Ale ministerstwo nie wie o organizacji zwanej Zakonem Feniksa
- Czyli, on uciekł? A jeśli wróci...
-...ześlą go do azkabanu - uzupełnił Zabini
Następny moment Blaise Zabini zapamiętał na resztę życia. Brązowooka załkała poczym przylgnęła do niego, a on zaczął ją uspokajać. Głaskał ją po włosach, przytulał, jednym słowem robił wszystko ,żeby była dziewczyna jego najlepszego przyjaciela przestała płakać. A jeszcze miesiąc temu myślał o niej jako o szlamie. A jeśli wczoraj ktoś by mu powiedział ,że będzie głaskał i pocieszał Granger wysłałby go do Munga.
- Zabini... gdzie on teraz jest? - zapytała
- Nie wiem, Granger. Gdziekolwiek może być - odpowiedział
Dziewczyna wybiegła z Pokoju Wspólnego Slytherinu. Spotkanie z Zabinim nic jej nie dało. Pobiegła na błonia. Wdrapała się na drzewo. Usiadła na gałęzi i siedziała wspominając chwile spędzone przy Draconie. Ich pierwszy pocałunek. Dzień ,w którym zgodziła się zostać jego dziewczyną. Dzień kiedy postanowili ,że nic ich nie poróżni. Dzień ,w którym...
- O boże!
Gryfonka znów biegła. Tym razem korytarzem prowadzącym do Pokoju Wspólnego Slytherinu.
- Czysta Krew! - wysapała ,a w następnej chwili stała pośrodku salonu Ślizgonów
- Zabini!!! - wydarła się dziewczyna
- Kobieto znowu ty? - jęknął czarnoskóry
- Chcesz odzyskać kumpla?
- Granger, on...
- Pójdę do Ministerstwa. Pokaże im wspomnienia. Pokaże im co zrobił Draco. Pokaże im ,że on szpiegował Voldemorta. Udowodnię ,że jest nie winny.
- Jesteś pewna? To gorsze niż obliviate. Użyją leglimencji.
- Nie obchodzi mnie co zrobią. Zrobię wszystko ,żeby tylko odzyskać fretkę.
- Granger...Dziękuje.
- Za co?
- Za to co robisz dla mojego przyjaciela. Za to ,że jesteś gotowa poświęcić swoje wspomnienia. Dziękuje. Mogę Ci w czymś pomóc?
- Tak.
- W czym? Mów natychmiast szczotuś. W czym pomóc szczoteczko?
- Pójdziesz tam ze mną. Pokażesz swoje wspomnienia. Pokażesz im, moment gdy Draco zdradził Voldemorta. - powiedziała ,,Szczoteczka''
- Kiedy?
- Teraz.
- Ale...
- Nie ma żadnego ,,ale''. Chodź mi tu natychmiast!
- Tak jest Szczotko! - Zabini zasalutował śmiejącej się Hermionie
- Chodź Zabini, nie ma czasu - powiedziała ciągnąc czarnoskórego w stronę gabinetu McGonagall
- Panno Granger! Co się stało?
- Musimy się dostać do Ministerstwa. Natychmiast.
- Ale..
- To bardzo ważne! Musimy się tam dostać jak najszybciej. Gdybym mogła zrobiłabym to sama ,ale Zabini jest mi potrzebny.
- Ale...
To sprawa dożywocia w Azkabanie dla niewinnego człowieka!!! - Tym razem Hermiona nie wytrzymała
- Dobrze - rzekła McGonagall - I nie wracajcie bez niego.
Hermiona wciągnęła Blaise'a w płomienie. Wylądowali w hallu Ministerstwa.
Po chwili obydwoje byli w gabinecie samego Ministra.
- Wspomnienia? - zapytał ,a gdy ślizgon i gryfonka potwierdzili przemówił - Dobrze. Usiądźcie. To może zaboleć. Najpierw Pan. Leglliments!
Voldemort wypalający znak Draconowi. Blondyn ratujący mugoli z wioski zaatakowanej przez Śmierciożerców. II Bitwa o Hogwart... Dracon, Zabini i Snape biegnący ramię w ramię... Snape zabijający Dumbledore'a... Dracon, Snape i Zabini walczący razem po stronie Zakonu...
- Dobrze - mruknął Minister uwalniając Blaise'a spod działania zaklęcia. - Teraz pani. Leglliments!
Ona i Malfoy nad jeziorem... Malfoy mówiący jej o zmianie stron... II bitwa o Hogwart...
- Dobrze... teraz pozostaje znaleźć tego Waszego przyjaciela - powiedział Arctus Patil z uśmiechem - Niniejszym ogłaszam uniewinnienie Dracona Lucjusza Malfoya, syna Lucjusza Abraxasa Malfoya i Narcyzy Black!!! - głos Patila rozległ się po całym ministerstwie ,a Zabini i Granger opuścili ministerstwo w ciszy. Znaleźli się na błoniach Hogwartu
- Teraz pozostaje nam go znaleźć - szepnęła Hermiona - Gdzie jesteś moja fretko?
- Gdzie jesteś Smoku? - wyszeptał Zabini patrząc w pustkę
Nagła odpowiedź była tak oczywista ,że aż wstrząsnęła Ślizgonem.
- Mam szczoteczko! - wykrzyknął uradowany przytulając ,,szczotkę'' - Twoja fretka siedzi w Malfoy Manor!!!
Po chwili oboje biegli ramię w ramię niesieni chęcią odzyskania przyjaciela. W tym samym momencie obrócili głowy ku sobie. Hermiona się uśmiechnęła ,a Zabini odwzajemnił uśmiech. Przyśpieszyli.
Hermiona zdecydowanym ruchem otworzyła drzwi do gabinetu opiekuna Sytherinu.
- Profesorze! Może pan wysłać nas do Malfoy Manor? - wykrzyczała równocześnie z Zabinim
- Draco? - zapytał
- Tak. - Ślizgon i Gryfonka potwierdzili
- Nie wracajcie bez niego - Snape powtórzył słowa McGonagall chodź nawet nie był tego świadomy
Wskoczyli w płomienia jednocześnie. Po chwili wyszli z kominka w dworze Malfoyów.
- Co tu robicie? - zapytała Narcyza Malfoy
- Przyszliśmy po Draco - odpowiedział Zabini
- Już nic mu nie grozi - uspokoiła kobietę Hermiona
- Idźcie - powiedziała - I dziękuje Wam.
- Nie ,,Wam''. Jej powinna pani dziękować. - powiedział ślizgon
- Dziękuje, za to co zrobiłaś dla Draco.
- Zrobiłabym wszystko ,żeby tylko odzyskać fretkę - powiedziała Granger
- fretkę? - Narcyza nie kryła zdziwienia,a Hermiona opowiedziała jej o incydencie z Moody'm - Idź więc i odzyskaj swoją fretkę.
- Dziękuje - powiedziała Hermiona.
Kobieta poprowadziła ją i Zabiniego na koniec korytarza, poczym odeszła. Hermiona nie pukając weszła do pokoju wraz z czarnoskórym ślizgonem.
- Wyjdź! - usłyszeli zimny głos dobiegający z wnętrza pomieszczenia
- Nie tak się wita przyjaciół - powiedziała Hermiona
- Chodź tu natychmiast smoku! Zanim twoja waleczna gryfonka zawlecze nas do Hogwartu za rękaw.
Malfoy pojawił się w kręgu światła.
- Miona...
- Zabini wszystko mi powiedział poszliśmy do Ministerstwa pokazaliśmy wspomnienia więc jesteś uniewinniony - powiedziała
- Cholerna papla - Draco ze zrezygnowaniem pokręcił głową
- Ja ci dam paple! Ratowałem Wasz związek ,a ty mi tu ,że jestem paplą! - Zabini udał oburzonego
- Tragiczne... - mruknęła Hermiona
- Smoku... wiesz co się działo...
- ...piąty rok Slytherinu myślał ,że jestem córką Snape'a...
- ...mieliśmy pogawędkę z czcigodną opiekunką Gryffindoru...
- ...McGonagall powiedziała ,że mamy nie wracać bez Ciebie...
- ...Granger wydarła się na McGonagall....
-.... Snape powtórzył jej słowa ,,Nie wracajcie bez niego''...
- Dobra, dobra! STOP! - krzyknął Draco podchodząc do Gryfonki.
- Ty cholerna fretko! - wykrzyknęła ,,szczoteczka''
- Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina - powiedział Draco - Zadowolona?
- Zadowolona będę jeśli wrócisz do Hogwartu - odpowiedziała brązowooka całując ,,swoją fretkę''
Trzy postacie pożegnały się z Panią Malfoy, poczym wylądowały w gabinecie Severusa Snape'a.
- 100 punktów dla Gryffindoru i kolejne 100 dla Slytherinu! - tymi słowami powitał ich Snape - za odwagę Panny Granger i Pana Zabiniego!.
- Dziękujemy! - odpowiedzieli chórem wyżej wymienieni
Od tego dnia cały Hogwart wiedział ,że Hermiona Granger chodzi z Draconem Malfoyem